Panna Zabookowana
  • STRONA GŁÓWNA
  • TEKSTY
    • Lifestyle
    • Książki
      • Recenzje
      • Zestawienia
      • Inne
    • Podróże
    • Kultura
  • KONTAKT

Dostałam czytnik na któreś urodziny - nie potrafię teraz stwierdzić, kiedy dokładnie, ale prawdopodobnie było to około sześciu/siedmiu lat temu. Zamierzałam wówczas czytać książki w oryginale tj. w języku angielskim i wydawało mi się, że będę korzystać z Kindle'a non stop. Tak rzeczywiście było, ale przez bardzo krótki okres - czas zweryfikował wkrótce moje podejście do sprawy i po kilku miesiącach intensywnego użytkowania, czytnik powędrował do szafy. I leżał tam przez kilkanaście miesięcy jeśli nie dłużej... Wspominałam o tym już kilkakrotnie na blogu i na swoich mediach społecznościowych, ale ostatnimi czasy sporo w moim życiu się zmieniło. Obroniłam pracę magisterską i skończyłam swoją studencką pracę jako obsługa imprez i wydarzeń kulturalnych. Zamiast tego zaczęłam pracować jako młodszy bibliotekarz - w jednej z krakowskich filii, umiejscowionej nie tak daleko od miejsca mojego zamieszkania. I wszystko byłoby super - pracuję otoczona książkami, spotykam ogrom niesamowicie sympatycznych ludzi i bardzo szybko przemieszczam się na trasie dom-praca, praca-dom - tylko że straciłam jakieś 3/3,5 godziny dziennie, które zazwyczaj poświęcałam na lekturę (czyt. moją podróż komunikacją miejską).

Początkowo wciąż zabierałam ze sobą książkę „na drogę", tyle że zazwyczaj, kiedy wsiadałam do autobusu był on już niemal całkowicie wypełniony ludźmi i musiałam zadowolić się miejscem stojącym, a jakieś dziesięć przystanków później byłam już na miejscu. Jeżeli w trakcie drogi chociaż wyciągnęłam książkę, mogliśmy mówić o sukcesie. Jasne, czytanie nie jest formą wyścigów i nie ilość jest najważniejsza, ale teraz czuję, że jeszcze bardziej niż wcześniej muszę orientować się „co słychać" na rynku wydawniczym. Szukałam zatem sposobu na to, żeby wykorzystać te kilkanaście minut drogi w jedną stronę na lekturę. I zaczęłam bardziej interesować się ofertą abonamentu Legimi.

Będąc blogerem książkowym i przynależąc do rozmaitych grup czytelniczych na Facebooku, nie da się nie słyszeć o ofercie Legimi, ale jakoś nigdy wcześniej mnie ona nie zainteresowała. Byłam przekonana, że czytanie ebooków nie jest dla mnie i że inwestując w taki abonament, wyrzucę pieniądze w błoto. Za namową Pani Mamy postanowiłam jednak spróbować - żeby uniknąć skoku na głęboką głowę, chciałam po prostu najpierw wypróbować 14-dniowy okres próbny. Zdecydowałam się na pakiet z umową na 12 miesięcy z możliwością dostępu do ebooków i audiobooków bez limitu  i ściągnięcia 10 ebooków na miesiąc na Kindle’a. Jakie są moje wrażenia po kilku miesiącach korzystania z abonamentu?

Cóż, mój światopogląd nie uległ diametralnej zmianie. Chciałabym powiedzieć, że posiadanie abonamentu na Legimi zagłuszyło we mnie potrzebę kupowania nowych książek i posiadania wielkiej, bogatej w różnorodne tytuły biblioteczki, ale minęłabym się tym samym z prawdą. Świadomość, że mogę przeczytać dany tytuł na czytniku, wcale nie spowodowała, że w pierwszej kolejności nie myślę o tym aby zakupić papierowy egzemplarz. Nic na to nie poradzę, że uwielbiam książki - rozumiane nie tylko jako historię zapisaną na kolejnych stronach, ale i fizyczny przedmiot. Ostatnie kilka miesięcy utwierdziło mnie w przekonaniu, że nic nie zastąpi mi dotyku papieru czy widoku kolorowych grzbietów. Rozumiem ludzi, którzy całkowicie przerzucili się na czytanie książek elektronicznych, ale sama nie mogłabym być jedną z nich. Równocześnie jednak, postawmy sprawę jasno już w tym miejscu, jestem absolutnie zachwycona swoim abonamentem na Legimi i nie wyobrażam sobie teraz jego porzucenia. 

W ubiegłych latach zdarzało mi się targać w torbie grube książki - dla przykładu, pamiętam doskonale upychanie w torebce egzemplarza „Tajemnej historii” Donny Tartt, wydanie znakowskie, w twardej oprawie. Pomijam już fakt ciężaru, nawet cieńsze tytuły w miękkich okładkach zajmowały sporo miejsca, a zazwyczaj musiałam jeszcze wygospodarować wolną przestrzeń dla zeszytu z notatkami, pojemnika z jedzeniem czy butelkę wody. Dla kronikarskiego obowiązku zaznaczmy, że czytnik wymaga  takiego miejsca zdecydowanie mniej i nie stanowi takiego obciążenia. Ale oczywiście nie chodzi tylko i wyłącznie o to. 

Czytnik - czy to Kindle, czy jakikolwiek inny model - pozostawia dużo więcej swobody. Zazwyczaj decydowałam się na lekturę książki papierowej w komunikacji, jeśli miałam miejsce siedzące, albo zajęłam tzw. „kącik rowerowy” (kto podróżuje krakowskim tramwajem Krakowiakiem powinien wiedzieć o co chodzi).  Jako osoba z tendencją do głupich wypadków i słabo rozwiniętej koordynacji ruchowej, w przeciwnym wypadku potrzebowałam po prostu obu rąk do tego aby chwycić się poręczy i zapobiec upadkowi w razie nagłego hamowania i nie w głowie było mi przewracanie kolejnych stron. Dzięki czytnikowi czytam swobodnie stojąc w zatłoczonym autobusie (wypróbowałam to wielokrotnie), a nawet w drodze z przystanka do domu/pracy. I jeszcze nikogo przy tym nie staranowałam. W końcu nabrałam też nawyku czytania tuż przed snem. Zazwyczaj ostatnie minuty/godziny przed zaśnięciem spędzałam z telefonem w ręku - scrollując Facebooka, oglądając Instastory, albo nadrabiając filmy na YouTube czy nowe odcinki serialu. Powrót do czytnika zmotywował mnie do tego by zamienić telefon na Kindle'a i przez ostatnie miesiące staram się przed snem przeczytać jeszcze choćby jeden czy dwa rozdziały. 

Legimi posiada bogaty katalog ebooków i audiobooków wchodzących w skład abonamentu, chociaż przyznaję, że do tej pory korzystałam jedynie z tego pierwszego formatu. Jasne, w ofercie nie ma wszystkich tytułów - niektóre ebooki są możliwe poza opcją z abonamentem (tzn. trzeba za nie zapłacić), a innych nie ma w katalogu wcale. Najbardziej żałuję chyba tego, że z oferty wycofała się Grupa Wydawnicza Foksal tj. wydawnictwo W.A.B., Uroboros itp., ale, tak jak wspomniałam, wciąż częściej czytam „w papierze", więc nie jest to dla mnie aż tak duży problem. Zwłaszcza, że większość interesujących mnie pozycji jednak znajduje się w ofercie Legimi i to od daty premiery, a ostatnimi czasy niekiedy nawet wcześniej.

Przyznaję, że gdybym miała dokonywać zakupu czytnika teraz, raczej nie zdecydowałabym się jednak na Kindle'a. Nie chodzi o kwestie techniczne samego urządzenia, pod tym względem nie mam mu nic do zarzucenia. Legimi na Kindle wiąże się jednak z pewnymi niedogodnościami. Pomijam kwestie tego, że posiadając Kindle'a nie mogę skorzystać z darmowych kodów na Legimi, możliwych do dostania co miesiąc w bibliotekach. Po pierwsze, nie wszystkie tytuły dostępne w abonamencie na innych urządzeniach, są równocześnie udostępnione dla użytkowników Kindle'a. Owszem, Legimi wciąż  oferuje takim użytkownikom szeroki katalog tytułów do wyborów, ale kilkakrotnie zetknęłam się już z sytuacją, gdy tytuł, który mnie interesował znajdował się poza moim zasięgiem. Po drugie, korzystanie z abonamentu na Kindle'u wiąże się z koniecznością comiesięcznego podpinania urządzenia do komputera i synchronizacji - to wtedy ściągacie na czytnik interesujące Was tytuły. Ja zazwyczaj od razu wybieram 10 możliwych pozycji, bo zwyczajnie nie chce mi się wykonywać takiej czynności kilkakrotnie w ciągu miesiąca. Jeżeli naszłaby mnie nagła ochota na jakiś tytuł, którego nie ściągnęłam jeszcze na urządzenie, musiałabym czekać do kolejnego okresu odnowienia subskrypcji. Czy mi to przeszkadza? Do tej pory jeszcze nie zdarzyła się taka sytuacja, bo i tak planuję swój TBR wcześniej, a poza tym nie czytam raczej 10 ebooków na miesiąc, więc zbiera mi się zapas ciekawych tytułów. Raz zapomniałam jednak o podpięciu czytnika do laptopa w odpowiednim terminie i kiedy uruchomiłam Kindle'a w autobusie, czekała mnie smutna niespodzianka - straciłam do niego dostęp. 

Przez bardzo długi czas żyłam w przeświadczeniu, że abonament Legimi nie jest dla mnie, a tu proszę - spora niespodzianka, okazuje się, że zostałam jego wielbicielką. A mam wrażenie, że ta sympatia może się jeszcze pogłębić w momencie, gdy kiedyś, jak już wszystko wróci w miarę do normy, przyjdzie mi się udać w jakąś podróż i zaoszczędzę nieco miejsca w walizce (Panna M. wciąż żyje w słodkiej nieświadomości ile grubych tomów dźwigałam jadąc na Majorkę!).

*Zdjęcie użyte w poście pochodzi z banku zdjęć Unsplash, a jego autorem jest @heftiba

W poniedziałek 4 maja skończyłam ćwierć wieku - trochę trudno w to uwierzyć i przyjąć to do wiadomości. Zawsze wydawało mi się, że 25 urodziny to już jakaś graniczna, wyjątkowa data. Że w tym wieku spotkam już miłość swojego życia (przypominam, że naczytałam się w swoim życiu sporo powieści młodzieżowych i romansów, w których główne bohaterki znajdują drugą połówkę w czasach liceum, albo niedługo później). Że będę spełniać się zawodowo, a w wolnym czasie prawdopodobnie będę pracować nad kolejną powieścią (bo oczywiście do 25 roku życia na pewno zdołałam już coś napisać i wydać). I że będę mieszkać w jakimś przytulnym mieszkanku, albo niewielkim domku, z co najmniej dwoma psami - kudłatym maluchem i biszkoptowym golden retrieverem. Jak widzicie, miałam dosyć szczegółowy plan, co nie oznacza, że właśnie tak wygląda moja rzeczywistość. Mam 25 lat i jak na razie cieszę się swoją samotnością. Po skończeniu studiów rozpoczęłam swoją pierwszą pracę „na etacie" i, póki co!, lubię to co robię. Nie wydałam żadnej książki. Ba! jak na razie wszelkie moje próby pisarskie (ostatnia podjęta, kiedy gonił mnie deadline z pisaniem magisterki) kończyły się po kilku rozdziałach. Mieszkam w przytulnym, rodzinnym mieszkanku - z czarną kulką szczęścia (no, teraz już nieco siwawą i „odchudzoną" po wizycie u fryzjera) Tobiaszem. Można zatem śmiało powiedzieć, że nie wszystko potoczyło się zgodnie z moim „wielkim planem", ale nauczyłam się lubić swoje życie takim jakim jest, nawet w tej nowej rzeczywistości, w których przyszło nam żyć.

Pomyślałam jednak, że taka data to idealna okazja do tego by odświeżyć nieco post, który napisałam kilka lata temu, poświęcony dziesięciu książkom, które jakoś zmieniły moje życie. 25 książek na 25 urodziny to zestawienie tytułów, które na różnych etapach życia były dla mnie bardzo ważne - pozycje ulubione i takie, które w jakimś stopniu ukształtowały mnie jako czytelnika, chociaż niekoniecznie nazwałabym je tymi ulubionymi. Starałam się je uporządkować w kolejności, w której je poznawałam, ale jako że nie zawsze zapisywałam czytane lektury - czasami było to trudne.

25 książek na 25 urodziny - książki, które ukształtowały mnie jako czytelnika



„HARRY POTTER I WIĘZIEŃ Z AZKABANU" J. K. ROWLING - Mam wrażenie, że już Wam o tym wspominałam, ale bardzo długo wzbraniałam się przed lekturą serii o Harrym Potterze. Sama do końca nie rozumiem dlaczego, ale żyłam w przeświadczeniu, że nie jest to historia „w moim guście". Dostałam jednak piąty tom serii od przyjaciółki mojej mamy, jako prezent komunijny, a potem - prawdopodobnie gdzieś w 2004/2005 roku - wcześniejsze powieści z cyklu znalazłam pod choinką. Posiadam bardzo wyraźne wspomnienie wieczorów spędzanych z Harrym. Pani mama siadała na łóżku moim, albo Panny M. i czytała nam do snu „Harry'ego Pottera i komnatę tajemnic" (przyznaję, nie mam pojęcia czy pierwszy tom poznawałyśmy w tej samej formie, czy też czytałam ją samodzielnie). Od momentu, kiedy zdecydowałam o tym, że napiszę taki post, wiedziałam, że będę musiała wspomnieć o serii o Harrym Potterze - jak większość dzieci urodzonych w latach 90 i później, dorastałam marząc o otrzymaniu zagubionego listu z Hogwartu, jak mogłabym o tym nie wspomnieć? - ale nie byłam pewna, który tom w jakiś sposób wyróżnić. Dlaczego więc „Harry Potter i więzień Azkabanu"? Bo gdyby ktoś zapytał, to właśnie ten tom jest chyba moim ulubionym.

„ZŁOTKO, SKARB, SŁONECZKO" DEB CALETTI - Podobnie jak w przypadku drugiego tomu serii Harry'ego Pottera, posiadam bardzo żywe wspomnienie lektury tego konkretnego tytułu. Byliśmy na rodzinnych wakacjach w Grecji, a ja posiadałam ze sobą bardzo ograniczoną liczbę lektur - niestety, w tamtych czasach nie wiedziałam czym jest czytnik i ebooki. Podczas tygodniowego pobytu przeczytałam „Złotko, skarb, słoneczko" co najmniej dwukrotnie. Teraz jak przez mgłę pamiętam o czym dokładnie opowiadała tamta historia (poza jedną sceną, która nie wiedzieć czemu absolutnie nie chce opuścić mojego umysłu, w której główna bohaterka przykleiła sobie pod pachami podpaski, żeby w trakcie przemówienia nie przejmować się plamami od potu), ale to właśnie powieść Deb Caletti rozpoczęła moją miłość do tzw. bad boyów. Skórzana kurtka, motor i papieros w dłoni - nastoletnia wersja mnie właśnie tak wyobrażała sobie męski ideał. Swoją drogą, kiedy ostatnio robiłam porządek w dziale młodzieżowym w filii, w której pracuję i znalazłam ten tytuł, poczułam jakiś dziwny przypływ nostalgii. Wątpię żebym teraz odebrała go podobnie, ale już chyba zawsze będę o nim myśleć z sentymentem.

SAGA „ZAPOMNIANY OGRÓD" MERETE LIEN - Pora na wyjawienie wstydliwego sekretu, gdyby ktoś zapytał mnie o to, jakie książki przeczytałam w swoim życiu najwięcej razy, musiałabym wymienić szesnaście pierwszych tomów sagi „Zapomniany ogród". W czasach gimnazjum, a chyba także na początku liceum, czytałam wszystkie wydane wówczas w Polsce tomy podczas każdych ferii zimowych i wakacji. Nie wiem, co takiego wyjątkowego było w tych historiach, ale miałam jakąś obsesję na ich punkcie - pamiętam z jaką niecierpliwością oczekiwałam kolejnych tomów, które co tydzień pojawiały się w kiosku (wykradałam książki z torebki mojej mamy, jak tylko przychodziła do domu, bo musiałam poznać kolejne tomy już, natychmiast) i jak przeżywałam fakt, że po 16 tomach zaprzestano wydawanie sagi. Pamiętam też, że starałam się „wkręcić" później w jeszcze jakąś inną sagę m. in. sagę o Ludziach Lodu, ale to już nie było to samo. To właśnie te powieści obwiniam o to, że czasami nachodzi mnie niemożliwe do pohamowania pragnienie przeczytania jakiejś „książkowej telenoweli", w której pojawi się ogrom sztucznych dramatów.

„OPIUM W ROSOLE" MAŁGORZATA MUSIEROWICZ - moja przyjaciółka z liceum śmiała się często, że każdy czytelnik ma swój ulubiony tom Harry'ego Pottera (tak jak już wspomniałam, w moim przypadku „Harry Potter i więzień Azkabanu") i Jeżycjady. I coś w tym musi być. „Opium w rosole" był moim pierwszym zetknięciem z twórczością pani Musierowicz - o ile dobrze pamiętam, była to lektura w pierwszej, albo drugiej klasie gimnazjum - i to właśnie dzięki niej zdecydowałam się na lekturę pozostałych tomów, stąd ogromny sentyment do tego tomu. Uwielbiam ciepło, które płynie ze stron Jeżycjady. I chociaż zgodzę się z tym, że najnowsze tomy utraciły nieco ze swej magii - wciąż darzę ogromnym uczuciem całą rodzinę Borejków. Jeżycjada stała się powodem, dla którego spędziłyśmy z Panną M. kiedyś Sylwestra w Poznaniu i to ona rozbudziła we mnie marzenie by napisać własną powieść dla młodzieży - marzyłam o tym, że stworzę coś na kształt krakowskiej wersji Jeżycjady.

„DUMA I UPRZEDZENIE" JANE AUSTEN - Skłamałabym twierdząc, że pamiętam, kiedy po raz pierwszy przeczytałam „Dumę i uprzedzenie". Prawdopodobnie byłoby to gdzieś w czasach później podstawówki, albo wczesnych lat gimnazjum. Nie wspomniałam jednak o „Dumie i uprzedzeniu" wcześniej, dlatego że przy pierwszej lekturze nie do końca przypadła mi ona do gustu (I KNOW! jak stwierdziłaby zapewne Monica Geller). Pamiętam, że niesamowicie irytował mnie fakt spolszczenia imion połowy bohaterów i jakoś nie potrafiłam przejść nad tym do porządku dziennego, żeby rzeczywiście cieszyć się lekturą. Potem obejrzałam jednak filmową wersję z Kerią Knightley i Matthew Macfadyenem i pokochałam ją do tego stopnia, że chciałam dać książce drugą szansę. „Duma i uprzedzenie" przedstawiły mi nowy męski ideał - Pana Darcy'ego, ale też zapoczątkowały moją miłość do historii o angielskiej arystokracji (i do filmów kostiumowych! Ale to już nieco inna dziedzina sztuki!).

SERIA „DARY ANIOŁA” CASSANDRA CLARE - Lektura „Zmierzchu” Stephanie Meyer sprawiła, że na nowo zaczęłam się interesować młodzieżowymi powieściami fantastycznymi, ale to dopiero trylogia Cassandry Clare (i celowo wspominam tu o trylogii, bo w tamtych czasach nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, że trzytomowa seria rozrośnie się do całego uniwersum) utwierdziła mnie w przekonaniu, że mogę w tym swego rodzaju gatunku znaleźć coś naprawdę dla siebie. Pamiętam, że pierwszy tom kupiłam z Panią Mamą w Matrasie (tym samym, w którym, nomen omen, kilka lat później pracowałam przez jakiś czas) i niemal od pierwszych stron zupełnie przepadłam. To „Miasto kości” zapoczątkowało moją miłość do zadziornych, nieco ironicznych bohaterów; zadecydowało o tym, że przez kolejne lata czytałam głównie powieści paranormalne; i przyczyniło się do mojego jedynego kontaktu z piracką książką - fanowskim tłumaczeniem trzeciego tomu na chomikuj (bo nie mogłam doczekać się oficjalnej premiery!). I chociaż nigdy nie skończyłam serii (mam przed sobą cały czas szósty tom), a sympatią bardziej darzę trylogię osadzoną w wiktoriańskiej Anglii tj. „Diabelskie maszyny”, już chyba zawsze będę żywić sentyment do tych pierwszych trzech tomów „Darów Anioła”.

„DOM W RIVERTON” KATE MORTON - Przygotowywanie tego posta uświadamia mi jak szybko i jak dziwnie ewoluował mój gust czytelniczy (a weźcie pod uwagę, że i tak pominęłam ogromny fragment mojego czytelniczego życia, w którym pochłaniałam książki Nory Roberts i powieści wchodzące w skład serii wydawniczej wydawnictwa Amber - romans historyczny). Mniej więcej w tym samym roku, w którym poznałam serię o Nocnych Łowcach, przeczytałam też powieść Kate Morton - „Dom w Riverton”. Książkę przyniosła do naszego domu z biblioteki Pani Mama i prawdę mówiąc, nic nie wskazywało na to, że przypadnie mi do gustu - w tamtych czasach miałam dziwną awersję do powieści dla dorosłego czytelnika napisanych w formie narracji pierwszoosobowej (cóż mogę powiedzieć, nie wszystkie moje zachowania były racjonalne). Tymczasem „Dom w Riverton” nie tylko rozpoczął moją, wciąż żywą!, miłość do twórczości Kate Morton, ale także do innych powieści, których fabuła rozgrywa się dwutorowo - w przeszłości i teraźniejszości.

„DZIEWIĘTNAŚCIE MINUT” JODI PICOULT - Nie jestem do końca pewna czy „Dziewiętnaście minut” było moim pierwszym spotkaniem z twórczością Jodi Picoult (chociaż coś świta mi że była jeszcze inna książka, może „Jak z obrazka”?), ale zdecydowanie do tej pory jest to moja ulubiona powieść autorki. Pamiętam że czytałam ją podczas wakacji na wsi pod Krakowem, jakoś na początku liceum i niesamowicie uderzyła we mnie wówczas emocjonalnie. To właśnie ta lektura nauczyła mnie tego, że ta sama historia z różnych perspektyw może wyglądać zupełnie inaczej. No i to ona rozpoczęła moją sympatię zarówno do twórczości Jodi Picoult, jak i innych powieści poruszających ważne społecznie problemy. Gdyby nie „Dziewiętnaście minut” prawdopodobnie nie zaczytywałabym się w historiach Diane Chamberlain, Liane Moriarty i innych tytułach z serii wydawniczej „Kobiety to czytają!”. Nie wiem jak odebrałabym teraz tą opowieść, ale chciałabym ją kiedyś umieścić na swojej biblioteczce.

SERIA „AKADEMIA WAMPIRÓW” RICHELLE MEAD - Prawdę powiedziawszy byłam przekonana, że czytałam „Akademię wampirów” wcześniej, ale moje zapiski blogowe sugerują, że poznałam pierwsze trzy tomy dopiero w 2013 roku (no chyba, że wtedy je sobie odświeżyłam, a po raz pierwszy poznałam je w czasach przed blogiem). Bez względu na takie szczegóły, nie mogłabym nie wspomnieć o serii autorstwa Richelle Mead. To była jedna z tych historii, którą przeżywałam całą sobą - nie tylko podczas lektury, ale także podczas wykonywania domowych obowiązków i snu. Do tej pory pamiętam przerażenie, towarzyszące mi podczas lektury ostatnich stron trzeciego tomu! Żadna inna powieść przez bardzo długi czas nie była w stanie wzbudzić we mnie podobnych emocji. „Akademia wampirów” przywróciła mi też wiarę w to, że w powieściach młodzieżowych można znaleźć zaradne, nieco zadziorne główne bohaterki, no i wywróciła do góry nogami moje wyobrażenie o literackich sylwetkach wampirów (wiecie, nie każdy wampir musi błyszczeć w słońcu). Nie wiem jak „zestarzała się” ta historia, ale długo zajmowała ona ważne miejsce w moim czytelniczym serduchu.

„ZŁODZIEJKA KSIĄŻEK” MARKUS ZUSAK - Nie wiem dla ilu z Was będzie to zaskoczeniem, ale najpierw powstał blog, a dopiero później - i to o dobrych kilka lat później - przeczytałam powieść Markusa Zusaka. Na całe szczęście pokochałam historię zamkniętą między stronami „Złodziejki książek” całym serduchem, bo w przeciwnym wypadku musiałabym chyba „przechrzcić” bloga. Ale „Złodziejka książek” znalazła się tu nie tylko ze względu na nawiązanie do adresu bloga (chociaż nie ukrywam, że częściowo stąd wziął się mój sentyment). Powieść Markusa Zusaka była jedną z pierwszych powieści, która rozpoczęła moją miłość do historii osadzonych na tle II wojny światowej (spoiler alert, w dalszej części posta przywołam jeszcze kilka innych tytułów). To mniej więcej od tego momentu zaczęłam też poszukiwać książkowych inspiracji wśród rekomendacji innych blogerów i zagranicznych booktuberów. 


„OSTRE PRZEDMIOTY” GILLIAN FLYNN - Nie pamiętam dokładnie, jaki był pierwszy kryminał/thriller, który czytałam, ale powieść Gillian Flynn zdecydowanie scementowała moją miłość do tych gatunków. Nie jest tajemnicą, że do tej pory to właśnie po tego rodzaju literaturę sięgam najczęściej, zwłaszcza jeśli akurat potrzebuję oderwać myśli od rzeczywistości. A „Ostre przedmioty” wciąż stanowią jeden z moich ulubionych tytułów. Żeby było ciekawiej, wcale nie zamierzałam jednak sięgać po ów tytuł - pamiętam że napisałam do wydawnictwa z prośbą o przesłanie mi do recenzji „Zaginionej dziewczyny” (to nie był jeszcze moment premiery filmowej, ale sporo się już o tym tytule mówiło), ale wyczerpali Burda Książki wyczerpała całą pulę egzemplarzy recenzenckich i zaproponowali mi zamiast tego wznowienie debiutu literackiego Gillian Flynn. Być może przemawia przeze mnie sentyment, ale w moim odczuciu to właśnie „Ostre przedmioty” są najlepszą powieścią autorki (ale nie ukrywam, że z utęsknieniem wypatruję nowych tytułów Gillian Flynn, bo stęskniłam się za jej twórczością).

„CUD CHŁOPAK” R. J. PALACIO - Powieść R. J. Palacio, która obecnie jest chyba bardziej znana pod zmienionym tytułem tj. „Cudowny chłopak”, to już rok 2014 - końcówka moich lat szkolnych a co za tym idzie przygotowania do matury i okres, kiedy zdarzało mi się czytać powieści w oryginale. I to właśnie w języku angielskim poznałam historię Auggiego. Nie wspominam jednak o „Cud chłopaku”, dlatego że przekonał mnie on do czytania w oryginale - o ile dobrze pamiętam ten „zaszczyt” przypadł by w udziale powieści o Marze Dyer, autorstwa Michelle Hodkin. Książka R. J. Palacio po raz pierwszy uświadomiła mi jak mądra i wartościowa z perspektywy dorosłego człowieka może być literatura dziecięca. Do tej pory uważam, że jest to powieść, po którą w pewnym momencie życia powinno sięgnąć każde dziecko, bo stanowi po prostu piękną lekcję tolerancji. Swoją drogą, ostatnio, trochę dzięki pracy, odkryłam w sobie znowu, po raz kolejny na nowo miłość do literatury dziecięcej.

„MAYBE SOMEDAY” COLLEEN HOOVER - „Maybe someday” nie było moim pierwszym spotkaniem z twórczością Colleen Hoover, ale to prawdopodobnie moja ulubiona powieść autorki (chociaż bardzo cenię sobie także „Wszystkie nasze obietnice”). Podobnie jak „Cud chłopaka”, przeczytałam „Maybe someday” w języku angielskim. Odkryłam wówczas całkiem nowy obszar literatury - powieści New Adult, które potem przez pewien okres stanowiły większość moich lektur. Miałam dziwną słabość do tych historii, w których ogromną rolę odgrywały wątki romantyczne i w których dochodziło do zaskakującego nagromadzenia wszelakich dramatów (za którą, jak już zdiagnozowaliśmy, mogę obwiniać sagę „Zapomniany ogród”). Mam ogromny sentyment do historii napisanych przez Colleen Hoover, a do „Maybe someday” w szczególności, ale obawiam się tego jak teraz oceniłabym jej powieści i chyba celowo omijam je szerokim łukiem.

„JEŹDZIEC MIEDZIANY” PAULLINA SIMONS - Mam pewne wątpliwości co do tego, kiedy czytałam „Jeźdźca miedzianego” po raz pierwszy. Niewykluczone, że, podobnie jak np. wspomniany cykl „Akademia wampirów”, było to jeszcze w czasach przed założeniem Złodziejki książek. Postanowiłam jednak przyjąć tutaj datę mojej relektury, czyli rok 2015. Dlaczego? Zaraz do tego przejdziemy. „Jeździec miedziany” odpowiada w dużym stopniu za moją miłość do historii miłosnych osadzonych na tle II wojny światowej. Przez bardzo długi czas uważałam ów tytuł za swoją ukochaną książkę! A nawet teraz, już po relekturze, kiedy mój gust nieco ewoluował, mam ogromną słabość do historii miłosnej Tatiana i Aleksandry. Niestety, „Jeździec miedziany” to też nieco smutna lekcja na przyszłość, że niektórzy autorzy nie wiedzą, kiedy należy „zejść ze sceny”. To właśnie mniej więcej w 2015 roku sięgnęłam bowiem po dwa kolejne tomy cyklu. Żałuję, że to zrobiłam bo przez to nie potrafię już z tym samym uwielbieniem myśleć o „Jeźdźcu miedzianym” (zwłaszcza trzeci tom zniszczył moje wyobrażenie o całej serii).

„DELIRIUM” LAUREN OLIVER - Wychodzi na to, że zamiast pamiętać fabułę przeczytanych książek, o wiele lepiej wychodzi mi zapamiętywanie towarzyszących podczas lektury emocji, czy też okoliczności, w których poznawałam daną historię. Takim jestem czytelnikiem moi drodzy! Chociaż „Delirium” nie było ani pierwszą, ani ostatnią dystopią jaką czytałam; i chociaż nie jest to również jakoś szczególnie popularna, czy ceniona przez innych czytelników lektura - jest to chyba pozycja, która najbardziej utkwiła mi w pamięci jeśli chodzi o ten gatunek. Lauren Oliver poruszyła w moim czytelniczym serduchu jakąś czułą strunę. Chyba właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że cenię lektury, w których nie wszystkie kwestie zostają wyrażone wprost. To też pierwszy przypadek w moim czytelniczym życiu, gdy musiałam zmierzyć się z problemem wyczerpanego nakładu. Do tej pory pamiętam PRZERAŻENIE, które poczułam, kiedy zorientowałam się, że żadna księgarnia internetowa nie posiada na stanie drugiego tomu i RADOŚĆ, kiedy znalazłam ostatni egzemplarz podczas totalnej wyprzedaży w Empiku na krakowskim rynku (swoją drogą, wciąż żałuję, że jego miejsce zajęła kilkupiętrowa Zara. Tamten Empik to moje dzieciństwo i ogrom wspomnień).

„FIOLETOWY HIBISKUS” CHIMAMANDA NGOZI ADICHIE - Nie wiem co sprawiło, że ostatecznie zdecydowałam się na lekturę „Fioletowego hibiskusa”, bo zanim przeczytałam powieść Chimamandy Ngozi Adichie miałam jakieś dziwne uprzedzenia względem powieści, które rozgrywają się poza Europą albo Stanami Zjednoczonymi (nie pytajcie się dlaczego akurat poza tymi miejscami - powinniście już zauważyć, że w moich działaniach i decyzjach często brakowało logiki). Z jakiś powodów zabrałam jednak tę pozycję ze sobą nad morze i wieczorami, siedząc w gdańskim apartamencie zachłannie przerzucałam kolejne strony. Do tej pory „Fioletowy hibiskus” jest jedną z moich ukochanych powieści (niepopularna opinia, ale w moim prywatnym rankingu znajduje się ona ponad „Amerykaaną”). To dzięki temu tytułowi nauczyłam się też tego by nie zasiadać do lektury z uprzedzeniami i sięgać nawet po te pozycje, które wydają się odbiegać od mojego gustu.

„SZARE ŚNIEGI SYBERII" RUTA SEPETYS - Wydaje mi się, że niedługo po polskiej premierze „Szarych śniegów Syberii", Ruta Sepetys pojawiła się w Polsce na targach książki, ale wówczas jakoś zupełnie nie zainteresowałam się ów tytułem. Przypomniał mi o nim dopiero zagraniczny booktube i zachęcona opiniami innych czytelników, wypożyczyłam egzemplarz z biblioteki. To ten rzadki przypadek, kiedy praktycznie od pierwszych stron ma się wrażenie, że odnalazło się „swoją książkę". Ruta Sepetys ma bardzo specyficzny sposób opowiadania historii - za pośrednictwem krótkich rozdziałów, krótkich scen i wiem, że nie wszystkim osobom może to przypaść do gustu (sama miałam z tym drobny problem podczas lektury innej jej powieści tj. „Sól morza", bo początkowo towarzyszyło mi poczucie pewnej fragmentaryczności). Jest jednak coś wyjątkowego w tym jak zestawia ze sobą  poszczególne sceny - przeplatając rzeczywistość osób zesłanych na Syberię z ich codziennością przedwojenną. To zdecydowanie moja ulubiona powieść jeśli chodzi o historie osadzone na tle II wojny światowej (a i jedna z ulubionych opowieści ogółem) i dlatego bardzo gorąco Wam ja polecam - kiedy ja szukałam egzemplarza do domowej biblioteczki, był to praktycznie biały kruk (ach te emocje towarzyszące gorączkowym poszukiwaniom!), ale teraz doczekaliśmy się wznowienia.

„STACJA JEDENAŚCIE” EMILY ST. JOHN MANDEL - W obecnych czasach lektura „Stacji jedenaście”, która opowiada o swego rodzaju końcu świata, wydaje się wręcz przerażająco bliska. I z tego powodu nie wiem czy jest to odpowiedni moment, aby zapoznać się z powieścią Emily St. John Mandel. Nie zmienia to jednak faktu, że to wyjątkowa powieść - bardzo subtelna, liryczna i emocjonalna. Chociaż czytałam ją w 2015 roku (!), wciąż mam w pamięci pewne pojedyncze sceny i to chyba powinno mówić samo przez siebie. Gdybym musiała wskazać „topkę” moich prywatnych literackich ulubieńców, z pewnością znalazłoby się tam miejsce dla „Stacji Jedenaście”. Ta powieść uświadomiła mi też coś, co podejrzewałam już od dawna - że zdecydowanie nie jestem czytelnikiem, dla którego najważniejszą kwestię stanowi szybka fabuła i pędząca akcja, ale emocje i klimat, jaki posiada powieść.

„OSOBLIWE I CUDOWNE PRZYPADKI AVY LAVENDER" LESLYE WALTON - Jeśli mówimy o lekturach posiadających niesamowity, magiczny wręcz klimat, nie sposób nie wspomnieć o powieści Leslye Walton - „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender”. Ale równocześnie bardzo trudno pisze mi się o tym tytule, bo wydaje mi się, że nie da się zamknąć w krótkich słowach, co jest w nim tak wyjątkowego - próbowałam kilkakrotnie opracować ten konkretny akapit i nigdy nie byłam w pełni usatysfakcjonowana z rezultatu. Zdecydowanie jest to najbardziej osobliwa pozycja z prezentowanego zestawienia (ale o tym ostrzega już sam tytuł) i nie mam pewności czy przypadłby on do gustu każdemu czytelnikowi - zresztą, z tego powodu wciąż nie namówiłam do lektury Pani Mamy. Przepięknie napisana, przepełniona metaforami i taką magiczną, nieco sensualną atmosferą. Pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi w trakcie lektury - pojedyncze sceny, które na długie lata utrwaliły się w mojej pamięci. To dla mnie jako czytelnika pewna lekcja, że nie zawsze da się przewidzieć tego, co otrzymamy podczas lektury i że czasami rzeczywistość może przeskoczyć oczekiwania.

SERIA „NIEZWYCIĘŻONA"  MARIE RUTKOSKI - Mam ogromną słabość do powieści napisanych przez Marie Rutkoski. Kiedyś stwierdziłam, że „Pojedynek" i „Zdrada" to jedne z najlepszych historii w swoim gatunku, jakie miałam okazję poznać, a chociaż od tamtego czasu minęło już kilka lat, swoje zdanie podtrzymuję. Ale to nie dlatego wspominam serię Marie Rutkoski w tym zestawieniu, a przynajmniej nie tylko dlatego. Z góry uprzedzam, że to ten podpunkt, który przepełniony jest rozgoryczeniem i żalem. Pamiętam bardzo wyraźnie scenę finałową „Zdrady" - łzy, które cisnęły mi się do oczu, ciarki na rękach i niedowierzanie, że autorka rozstaje się z nami w takim momencie. I pamiętam co poczułam, kiedy wydawnictwo Feeria Young podjęło decyzje o tym by nie wydać na polskim rynku finałowego tomu trylogii. Byłam tak rozgoryczona, oburzona i przeświadczona o tym, że cała wina za niedostateczne wyniki sprzedaży leży po stronie wydawnictwa, że z kartką w dłoniach wyliczałam posty na Facebooku wydawcy na temat „Zdrady" i na temat innych ich tytułów (gdybyście byli ciekawi, tych poświęconych powieści Marie Rutkoski było zdecydowanie mniej). Mam wrażenie, że do dzisiaj nie „odchorowałam" jeszcze tamtej decyzji i trochę podświadomie liczę, że doczekamy się kiedyś wznowienia całej trylogii (wszyscy znamy w końcu sytuację z trylogią Jenny Han, czy choćby sagą Księżycową - choć w tym drugim, jeszcze czekamy na szczęśliwy finał).


„PROMYCZEK" KIM HOLDEN - W naszym domu to zdecydowanie Pani Mama jest osobą, która najłatwiej i najczęściej się wzrusza - z moimi przyjaciółkami ze studiów opracowałyśmy nawet na tej podstawie odrębny system oceniania dzieł kultury „Jak bardzo płakała moja mama?". Warstwa emocjonalna książki jest dla mnie niezwykle ważna, o czym już zresztą wspomniałam i stosunkowo często powieści są w stanie trafić w jakieś moje czułe struny - wzbudzić smutek, żal, wzruszenie. Ale bardzo, bardzo rzadko zdarza mi się rzeczywiście płakać podczas lektury - pomijając lektury szkolne z czasów dzieciństwa tj. „O psie, który jeździł koleją" i „Chłopcy z placu Broni", jestem w stanie wymienić chyba tylko trzy takie tytuły. A „Promyczek" jest jednym z nich. Ponownie, jest to historia, która bardzo przemówiła do mnie swoimi emocjami. „Promyczek" przypomniał mi o tym, że warto cieszyć się z drobnych rzeczy i pojedynczych, krótkich chwil. Niepopularna opinia, ale uważam, że jest to powieść lepsza od „Gusa" (swego rodzaju kontynuacji „Promyczka").

„ODDAM CI SŁOŃCE" JANDY NELSON - Z racji na premierę wznowienia, sporo się teraz wspomina o tym tytule i zyskuje on szerokie grono nowych czytelników, co niezmiernie mnie cieszy. Sama zasiadałam do lektury powieści Jandy Nelson pełna wątpliwości. Nie do końca przypadła mi do gustu debiutancka książka autorki i byłam przeświadczona, że i za drugim razem będzie podobnie. Tymczasem, jak wiele innych wymienionych w tym poście tytułów, „Oddam ci słońce" trafiło w jakąś moją czułą strunę. To jedna z moich ukochanych powieści młodzieżowych, ale uwzględniłam ją na tej liście z dwóch powodów. 1) Bo udowodniła mi, że bez względu na metrykę urodzenia, warto od czasu do czasu sięgnąć po tytuł, którego targetem jest nieco młodszy, nastoletni czytelnik. I 2) nie należy uprzedzać się do twórczości danego autora po lekturze jednej jego powieści.

„ZŁODZIEJKA" SARAH WATERS - Mam bardzo miłe wspomnienia z lekturą „Złodziejki" - czytałam ją na plaży na Majorce, podczas jednych z najlepszych wakacji w moim dotychczasowym życiu z Panną M. Ta niepozorna powieść nie raz i nie dwa zszokowała mnie niespodziewanym zwrotem akcji (a przypominam, że czytuję sporo powieści kryminalnych i thrillerów! I że zazwyczaj udaje mi się przewidzieć rozwiązanie przed finałem), ale wspominam o niej z innego powodu. Chociaż trudno mi w to uwierzyć, bo wydaje mi się, że śledzę listę nominacji od zawsze, to właśnie po lekturze „Złodziejki" zaczęłam się bardziej interesować nagrodą Women's Prize for fiction i postawiłam sobie wyzwanie by stopniowo zapoznawać się z wszystkimi powieściami nominowanymi do tej nagrody, które doczekały się polskiego tłumaczenia (niestety, polskie wydawnictwa chyba nie podzielają mojego entuzjazmu względem tej nagrody i sporo pozycji nie pojawia się na naszym rodzimym rynku wydawniczym). 

TRYLOGIA „CÓRKA DYMU I KOŚCI" LAINI TAYLOR - Obserwując innych blogerow, bookstagramerów czy też booktuberów stworzyłam przez te dziewięć lat działalności w internecie bardzo długą listę książek, które chciałabym przeczytać i, co dosyć oczywiste, nie udaje mi się rzeczywiście zapoznać z każdym tytułem, jaki się na niej znalazł. Niestety, nabrałam też przykrego zwyczaju by sięgać głównie po nowości wydawnicze i zapominać o tych pozycjach, które swego czasu przykuły mi uwagę. Lektura debiutanckiej trylogii Laini Taylor udowodniła mi jak wiele przy tym tracę. Nie spodziewałam się dużo po „Córce dymu i kości", bo od pewnego czasu fantastyka młodzieżowa nie jest tym fragmentem literatury, który szczególnie przyciągałby moją uwagę. Tymczasem niemal od pierwszych stron powieść Laini Taylor oczarowała mnie swoim magicznym klimatem. 

„WSZYSTKO CZEGO WAM NIE POWIEDZIAŁAM" CELESTE NG - Stosunkowo często wspominam dzisiaj o literackich „ulubieńcach", ale gdybym mogła wskazać tylko jeden ulubiony tytuł, byłaby to właśnie powieść Celeste Ng. Jak już niejednokrotnie udowodniłam w tym tekście, to w jaki sposób lektura wpływa na moje emocje, jest dla mnie niezmiernie ważne. A powieść Celeste Ng ubrała w słowa coś, o czym często zdarza mi się myśleć - o presji przenoszonej z pokolenia na pokolenie, o ukrywaniu własnych emocji by nie sprawiać bliskim trosk i zmartwień. Jest mi na tyle bliska, że za każdym razem, gdy wręczam ją komuś do rąk towarzyszą mi równocześnie dwie obawy. Pierwsza, jak przy każdej innej pozycji z mojej biblioteczki, że już do mnie nie wróci, a przynajmniej nie w takim stanie jak do tej pory. i Druga, być może jeszcze silniejsza, że nie zostanie należycie doceniona przez daną osobę.

*

Powieść Celeste Ng zamknęła zestawienie 25 książek. Celowo nie wspomniałam o książkach, które poznawałam później - tj. w ubiegłym roku i 2020, bo wydaje mi się, że to za wcześnie by stwierdzić, że rzeczywiście odcisnęły trwały ślad na moim czytelniczym życiu. Jestem ciekawa czy i Wy posiadacie podobne zestawienie książek, które w jakiś sposób ukształtowały Was jako czytelników. Jeżeli pokusicie się o stworzenie podobnego posta (albo napisaliście go już wcześniej!), koniecznie zostawcie mi do niego link w komentarzu.
*Zdjęcie wykorzystane w poście pochodzi z banku zdjęć Unsplash, a jego autorem jest @heftiba

Panna M. przeglądając stronę Złodziejki, zwróciła mi uwagę, że ostatnio mam zwyczaj publikować jeden post na miesiąc. Trochę na przekór tym słowom, a trochę po to by nie przerwać ciągłości cyklu, postanowiłam zmobilizować siły by opublikować nowy tekst. Być może pamiętacie, że jesienią 2019 roku podzieliłam się z Wami pomysłem na to, w jaki sposób pomóc sobie nieco z wyborem książek, które chciałabym przeczytać w danym sezonie (o TUTAJ opowiadałam o nim znacznie więcej). Losowanie swego rodzaju wyzwań przy pomocy aplikacji, imitującej koło fortuny miało mnie w jakiś sposób zmobilizować do sięgnięcia po tytuły, po które w innym wypadku prawdopodobnie nie sięgnęłabym w pierwszej kolejności, a równocześnie pozostawiało mi jakąś swobodę w doborze pozycji pod daną kategorię. Pomysł sprawdził się za pierwszym razem, a potem, co zaskakuje mnie chyba nie mniej niż Was, przetrwał także kolejną próbę. Sami rozumiecie już dlaczego nie mogę przerwać tej dobrej passy. Podobnie jak ubiegłym razem, zapoznałam się z wszystkimi pięcioma tytułami, o których wspomniałam w poprzednim poście (TUTAJ). Nie z wszystkich byłam zadowolona w równym stopniu, ale jedna z pozycji znalazła się nawet na liście najlepszych książek, jakie przeczytałam podczas zimy i, trochę rzutem na taśmę, zestawieniu top tytułów 2019 roku. Obyło się też bez większych rozczarowań.

Ostrzegam, że post został opublikowany z pewnym opóźnieniem, bo wiosna zawitała do nas już 21 marca, i od tego czasu zapoznałam się już z dwoma tytułami z listy. Ale to świadczy jedynie o tym, jak świetną motywację są dla mnie tego rodzaju wyzwania.


TBR na wiosnę


Pierwsza z kategorii, którą tym razem wylosowało dla mnie koło fortuny, pojawiła się już poprzednim razem - <DŁUGO NA LIŚCIE TBR>. Dobrałam do niej pozycję, która znajduje się na mojej półce od 2017, mianowicie „Legion" Brandona Sandersona. Nie wiem dlaczego, tak długo zabieram się do jej lektury, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej niewielkie gabaryty. Czytałam poprzednio dwie pozycje autorstwa Sandersona („Z mgły zrodzonego" i nowelkę „Idealny stan") i obie w mniejszym bądź większym stopniu spełniły moje oczekiwania. Do zakupu „Legionu" zachęcił mnie natomiast sam koncept na fabułę. Kolejna kategoria to <LITERATURA NON-FICTION> i pozycja „Odnalezieni. Prawdziwe historie adoptowanych" Anny Kamińskiej. Swego czasu zaczęłam nawet lekturę tego tytułu, ale coś odwróciło moją uwagę na tyle skutecznie, że nigdy do niej nie wróciłam. Mam natomiast sentyment do autorki - kiedy po pierwszym roku studiów, podczas wakacji pracowałam w księgarni, to właśnie jej nazwisko przewijało się w ustach czytelników najczęściej, praktycznie każdego dnia.

<OSTATNIO ZAKUPIONE> to powieść włoskiego pisarza Domenico Starnone „Psikus". Jeżeli chodzi o współczesną włoską literaturę, znam jedynie jeden tytuł Federico Moccia i tetralogię neapolitańską od Eleny Ferrante, więc z przyjemnością poszerzę swoje horyzonty. Tytuł kupiłam za zawrotną kwotę 10 zł w supermarkecie, a swego czasu bardzo pozytywnie wypowiadały się na jego temat pewne bookstagramerki. Przedostatnia kategoria to chyba jedyna kategoria, która budzi moje wahanie i pewne obawy. <POPULARNA POWIEŚĆ NA LIŚCIE TBR> i „To" Stephena Kinga. Miałam już jedno podejście do lektury i dotarłam bodajże do ok. 140 strony, ale tak naprawdę nic z tego nie pamiętam. Zastanawiałam się czy nie wyrzucić jej całkowicie z mojej listy TBR, ale zanim do tego dojdzie, chciałabym jej dać jeszcze jedną szansę. Ostatnia kategoria to  <POWIEŚĆ YA> i „Gdyby ocean nosił twoje imię". Swego czasu czytałam sporo powieści młodzieżowych, ale teraz mam pewne tyły jeśli chodzi o najpopularniejsze tytuły. Ciekawi mnie temat jaki przedstawia, ale nieco sceptycznie podchodzę do wszystkich pozytywnych recenzji. Zobaczymy jakie będzie moje zdanie.

Jestem ciekawa czy i tym razem uda mi się zapoznać z wszystkimi tytułami  (a przede wszystkim - czy przeczytam „To") i czy znajdzie się wśród nich jakiś nowy ulubieniec. Dajcie znać jeżeli, któraś z niniejszych pozycji jest Wam znana - pozytywne opinie mogą mnie dodatkowo zmobilizować.

*Zdjęcie wykorzystane w poście pochodzi z banku zdjęć Unsplash i zostało wykonane przez @alisaanton

Przyszło nam teraz żyć w dziwnej i trudnej rzeczywistości. Nie wiem jak Wy się w niej odnajdujecie, ale ja czuję się nieco przytłoczona informacjami, jakie do nas docierają i zmartwiona tym, w jaki sposób może rozwinąć się sytuacja. Mam to szczęście, że w całej tej sytuacji nie zostałam z dnia na dzień pozbawiona środków do życia i że mogę swoją pracę wykonywać zdalnie, z domowego zacisza. Wstaję rano, otwieram komputer i przygotowuję materiały do wykorzystania w (miejmy nadzieję!) niedalekiej przyszłości. A poza tym czytam. Rano, popołudniami i tuż przed snem, żeby trochę dać odpocząć umysłowi i pozwolić mu na wędrówkę daleko, daleko stąd... Zastanawiałam się jakiś czas nad przygotowaniem zestawienia książek, które warto przeczytać podczas kwarantanny, ale byłaby to treść wtórna, zbliżona zawartością do postów, jakie możecie już przeczytać na blogu (wszystkie lektury warte moim zdaniem uwagi, znajdziecie, klikając w menu zakładkę <Kala poleca>, albo wchodząc pod TEN link). Zamiast tego postanowiłam więc po prostu kontynuować zwyczaj sezonowych top 5 i podzielić się z Wami zestawieniem 5 najlepszych książek, które przeczytałam tej zimy. 

Tej zimy (a mówiąc to mam na myśli okres pomiędzy 22 grudnia 2019 roku, a 20 marca 2020) przeczytałam w sumie 26 książek. To mniej niż w trakcie jesieni, ale od połowy stycznia rozpoczęłam nową pracę, a tak naprawdę od początku roku załatwiałam już pewne formalności z tym związane. Trafiłam na sporo tytułów, które wywołały na mnie bardzo wrażenie (i do samego końca nie byłam w 100% pewna, które tytuły trafią do top 5), ale także kilka rozczarowań. Jeżeli jesteście ciekawi, jakie dokładnie lektury czytałam i chcecie dowiedzieć się, w jaki sposób je oceniłam, możecie zaglądnąć na mój profil Goodreads, o TUTAJ. To tam na bieżąco aktualizuję informacje na temat książek, jakie czytam, a od tego roku staram się dodatkowo zamknąć przynajmniej w kilku zdaniach moje odczucia względem danego tytułu. 

TOP KSIĄŻEK ZIMY



Mężczyzna imieniem Ove, Fredrik Backman

<MĘŻCZYZNA IMIENIEM OVE> autorstwa Fredrika Backmana jest jedyną lekturą w tym zestawieniu, o której już miałam okazję Wam wspomnieć, przy okazji zestawienia najlepszych książek 2019 roku. Czytałam ją pod koniec ubiegłego roku (i to praktycznie dosłownie „pod koniec", bo w wieczór Sylwestrowy) i niemal od pierwszych rozdziałów wiedziałam, że jest to lektura, która na długo zostanie w mojej pamięci. Fredrik Backman snuje opowieść o starszym mężczyźnie imieniem Ove. Poznajemy naprzemiennie historię jego młodości i wydarzenia, które rozgrywają się współcześnie, stopniowo otrzymując kolejne elementy układanki. „Mężczyzna imieniem Ove" jest tego rodzaju opowieścią, w której niewszystkie kwestie zostają wyrażone wprost, ale właśnie te informacje wyczytywane między wierszami, robią na czytelniku największe wrażenie. To smutna historia - o samotności, niezrozumieniu, ogromnej stracie; ale Fredrik Backman wplata w nią też sporo humoru. Jestem świadoma tego, że nie każdy czytelnik odnajdzie się w tej opowieści, głównie dlatego że Ove jest postacią o bardzo specyficznym usposobieniu  i jego postawa może momentami wzbudzać irytacje, ale ja byłam nią oczarowana. I z niecierpliwością oczekuję momentu, w którym złożę kolejne zamówienie książkowe, żeby sprezentować sobie najnowsza powieść autora tj. „Miasto niedźwiedzia".

Historia złych uczynków, Katarzyna Zyskowska

O ile „Mężczyzna imieniem Ove" był lekturą, z którą zamknęłam rok, o tyle <HISTORIA ZŁYCH UCZYNKÓW> to książka, którą rozpoczęłam czytelniczo 2020. Twórczość Katarzyny Zyskowskiej(-Ignaciak) jest mi bliska od dawna i powoli dochodzę do przekonania, że jest to autorka, która nie jest w stanie mnie zawieść. Jej powieści niezmiennie mnie zachwycają i zaskakują, zwłaszcza tym, jak różne są od siebie nawzajem. „Historia złych uczynków" jest najbardziej mroczna i dojrzała, ze znanych mi opowieści autorki - o tym, że każdy z nas nosi w sobie pewien pierwiastek zła. Nie jestem bezkrytyczna wobec tego konkretnego tytułu - bo np. nie do końca rozumiem potrzebę wplatania do fabuły pewnych „paranormalnych" elementów - ale Katarzyna Zyskowska nie ma sobie równych jeśli chodzi o oddawanie ludzkich emocji, w doskonały sposób łączy też wątki z przeszłości i teraźniejszości. I znowu, nie jest to zapewne lektura dla każdego, ale zdecydowanie warto dać jej szansę.

Zostań ze mną, K. A. Tucker

Zastanawiałam się przez chwilę czy umieszczać <ZOSTAŃ ZE MNĄ> w powyższym zestawieniu, bo mam wrażenie, że w porównaniu z innymi pozycjami, nie odcisnęła ona na moim serduchu, aż tak trwałego śladu, ale to lektura, przy której chyba najlepiej się bawiłam (razem z tytułem, o którym wspomnę za chwilę). Wbrew moim obawom, nie wyrosłam z sympatii do twórczości K. A. Tucker. To taka ciepła, romantyczna opowieść, dosyć dobrze osadzona w klimacie surowej Alaski; momentami zabawna, a momentami chwytająca ze serducho. Przyznaję, że nie jest to opowieść, która jakoś szczególnie wyróżnia się oryginalnością fabularną na tle swojego gatunku (i bardzo łatwo możemy przewidzieć, do jakiego punktu zmierza), ale K. A. Tucker po prostu wie, w jaki sposób pisać o relacjach między bohaterami (zwłaszcza jeśli chodzi o związki romantyczne) i przykłada wagę do dobrze nakreślonego tła dla swojej opowieści (choćby jeśli chodzi o wspomnianą scenerię Alaski, ale też kreacje bohaterów drugoplanowych). To chyba mój ulubiony romans, jaki czytałam w ostatnich latach i choćby dlatego postanowiłam o nim wspomnieć tutaj. I liczę na to, że wydawnictwo Filia pokusi się o wydanie kolejnych powieści autorki.

Małe Licho i tajemnica Niebożątka, Marta Kisiel

Jeżeli podczas kwarantanny będziecie mieć okazję przeczytać tylko jedną pozycję z niniejszego zestawienia, poleciłabym Wam właśnie <MAŁE LICHO I TAJEMNICĘ NIEBOŻĄTKA>. I to nie dlatego, że jest ona moim osobistym faworytem (bo nie wiem czy nim jest), po prostu mam wrażenie, że to tego rodzaju lektura, która jest w stanie podnieść Was na duchu. Cytując samą siebie, Marta Kisiel stworzyła niesamowicie ciepłą, przepełnioną humorem opowieść, która niesie z sobą mnóstwo mądrości. A ilustracje Pauliny Wyrt stanowią jej doskonałe uzupełnienie. O tym że nie ma nic złego w byciu innym i nieco dziwnym; o ogromnej sile przyjaźni; i o tym jak ważne jest okazywanie uczuć bliskim osobom. Jestem bardzo wdzięczna mojej aktualnej pracy za to, że dała mi pewnego kopa motywacyjnego do tego, żeby zainteresować się literaturą dla dzieci. Tak wiele mnie omijało!

Sól morza, Ruta Sepetys

Nie wiem czy wiecie, ale inna powieść autorstwa Ruty Sepetys tj. „Szare śniegi Syberii" jest jedną z moich absolutnie ukochanych historii. I trochę obawiałam się czy <SÓL MORZA> jest w stanie dorównać tamtej opowieści. Ale okazało się, że niepotrzebnie. „Sól morza' o kolejna historia autorki osadzona na tle II wojny światowej, z tym że przybliżająca czytelnikom nieco mniej znane fakty (tym razem związana z historią statku Wilhelma Gustloffa). Powieść niebywale przejmująca i pouczająca, a przy tym oszczędna w słowach. Momentami nieco fragmentaryczna (bardzo krótkie rozdziały i częsta zmiana perspektyw), co początkowo wybijało mnie z lektury, ale przyzwyczaiłam się do takiego sposoby narracji. Żałuję, że twórczość Ruty Sepetys nie cieszy się w Polsce większym zainteresowaniem - być może wówczas krócej czekalibyśmy na tłumaczenie jej powieści.

Koniecznie polećcie mi lektury, które Was zachwyciły tej zimy.

*Zdjęcie wykorzystane w poście pochodzi z banku zdjęć Unsplash i zostało wykonane przez @taisiia_shestopal

Nigdy nie byłam czytelnikiem, który zamyka się wyłącznie na jeden gatunek, czytałam wszystko co wpadło mi w ręce - od obyczajowych powieści młodzieżowych, przez fantastykę i kryminały, a na romansach kończąc. Kiedy byłam nieco młodsza, w czasach gimnazjum i liceum (a być może także wcześniej), określałam jednak swój gust czytelniczy w nieco inny sposób. Wspominałam Wam już o tym, że z dziwnym uporem i bez żadnego konkretnego powodu, zarzekałam się wówczas, że nie będę sięgać po twórczość polskich autorów. Drugim kryterium była dla mnie płeć autora. Żywiłam przekonanie, że jeżeli jakaś powieść została napisana przez mężczyznę, nie przypadnie mi do gustu (Wyjątkiem od tej dziwnej reguły była twórczość Nicholasa Sparksa, do której miałam ogromną słabość). Zanim ktoś zarzuci mi bezpodstawną dyskryminację ze względu na płeć autora, uspokajam że  już z tego wyrosłam. Co nie zmienia faktu, że jakoś odruchowo częściej sięgam po książki napisane przez kobiety (zresztą, nie jest to tajemnicą, dla każdego kto zerknął do chociaż jednego posta z cyklu „X rok w książkach"). Trudno mi jednoznacznie stwierdzić z czego to wynika, ale też dzisiejszy post nie ma na celu próby zdiagnozowania mojego zachowania. Wykorzystując fakt, że 8 marca świętowaliśmy Dzień Kobiet, chciałam podzielić się z Wami listą kilku autorek, których twórczość z różnych powodów jest mi bliska i którą mogłabym Wam polecić.

AUTORKI, KTÓRYCH TWÓRCZOŚĆ POLECAM


CHIMAMANDA NGOZI ADICHIE - Pamiętam, że pierwszą powieść autorki przeczytałam z polecenia jednego z moich ulubionych zagranicznych booktuberów (Maxa z kanału Welldonebooks, który na ten moment niestety nie publikuje już nowego kontentu na YouTubie i można śledzić jego książkowe rekomendacje jedynie za pośrednictwem profilu Goodreads), podczas wakacji nad morzem. Co dziwne, byłam niemal absolutnie przekonana, że książka nie przypadnie mi do gustu przez wzgląd na miejsce osadzenia akcji - przyzwyczaiłam się do historii rozgrywających się w środowisku amerykańskim lub europejskim. Tymczasem „Fioletowy hibiskus", bo o tym tytule mowa, do dziś dzień jest jedną z moich absolutnie ukochanych powieści. Chimamanda Ngozi Adichie pisze historie dotykające tematów politycznych i feministycznych, często też nawiązuje do kraju swojego pochodzenia - Nigerii. Oprócz wspomnianej książki miałam okazję zapoznać się także z chyba najbardziej popularną powieścią autorki „Amerykaaną" oraz zbiorem opowiadań „To coś na twojej szyi", mam zatem kilka opowieści do nadrobienia. Gdybym miała wskazać ulubioną powieść autorki byłby to zdecydowanie „Fioletowy hibiskus" i to od niego polecałabym Wam zacząć znajomość z twórczością Chimamandy Ngozi Adichie, ewentualnie od opowiadań, które dosyć dobrze prezentują przekrój tematyki bliski autorce.

KATE MORTON - Twórczość Kate Morton jest ze mną już bardzo długo. Na tyle długo, że niestety nie jestem w stanie Wam powiedzieć, kiedy dokładnie zapoznałam się z pierwszą powieścią autorki, chociaż był to okres tuż przed założeniem Złodziejki i na tyle długo, że udało mi się zapoznać już z wszystkimi jej książkami (tj. „Dom w Riverton", „Córka zegarmistrza", „Strażnik tajemnic", „Dom nad jeziorem", „Milczący zamek" czy „Zapomniany ogród"). Kate Morton jest pisarką, której historie posiadają pewną charakterystyczną strukturę (co nie oznacza oczywiście, że są wtórne!) i raczej nie polecałabym zapoznawać się z wszystkimi, w krótkich odstępach czasu - akcja naprzemiennie rozgrywa się w teraźniejszości i przeszłości i śledzimy próbę rozwikłania jakiejś tajemnicy z dawnych lat.  Pierwszą powieścią autorki, z którą ja się zapoznałam i która zapoczątkowała moją sympatię był „Dom w Riverton" i do dziś dzień jest to moja ukochana opowieść jej autorstwa (dostrzegacie tu pewną zależność?). Z oczywistych powodów jest to zatem tytuł, które polecałabym Wam w pierwszej kolejności, ale tak naprawdę odnoszę wrażenie, że wszystkie tytuły prezentują podobny poziom i dają dobry pogląd na to jak pisze autorka (jedynie najnowsza powieść tj. „Córka zegarmistrza" minimalnie odbiega charakterem od reszty).

CELESTE NG - Zastanawiałam się przez chwilę czy powinnam wspominać o Celeste Ng - nie dlatego że mam jakieś zastrzeżenia do jej twórczości (bo absolutnie nie mam żadnych!), ale przez fakt, że w dorobku pisarki znajdują się na razie zaledwie dwie pozycje. Tak się jednak składa, że jedna z nich tj. „Wszystko czego Wam nie powiedziałam" jest obecnie prawdopodobnie moją absolutnie ukochaną powieścią , a i druga - „Małe ogniska"również trafiła swego czasu na topkę powieści roku. Celeste Ng dotyka w swoich powieściach problematyki związanych z rodzicielstwem i więzami rodzinnymi, ale wplata też wątki związane z różnorodnością, zwłaszcza jeśli chodzi o pochodzenie bohaterów. Przeczytałam obie powieści autorki stosunkowo niedawno bo w 2018 roku. Jak pewnie już się domyślacie, szczególnie polecam Wam debiut literacki Celeste Ng - „Wszystko czego Wam nie powiedziałam" (po raz kolejny, była to powieść od której sama zaczęłam poznawać twórczość autorki). Zresztą, jeśli zamierzacie sięgnąć po tylko jeden tytuł wymieniony w tym poście, chciałabym żeby był to właśnie ten tytuł!

J. K. ROWLING - Jeżeli chodzi o twórczość J. K. Rowling, po raz pierwszy zetknęłam się z jej powieściami prawdopodobnie w 2004/2005 roku. Pamiętam, że dostałam od przyjaciółki mojej mamy „Harry'ego Pottera i Zakon Feniksa" jako prezent komunijny (choć wiem, że pewne grono uznałoby teraz taki prezent za absolutnie nieodpowiedni na taką uroczystość), ale lekturę zaczęłam później, kiedy pod choinką znalazłyśmy z siostrą cztery wcześniejsze tomy. Historie tworzone przez J. K. Rowling są bardzo od siebie różne - od wspomnianej serii fantastycznej, przez powieść obrazującą społeczność miasteczka, a na cyklu kryminalnym kończąc - i zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy czytelnik jest usatysfakcjonowany jeśli chodzi o zmiany w tej twórczości. Moja miłość do J. K. Rowling zaczęła się dzięki „Harry'emu Potterowi" (moim ulubionym tomem jest chyba „Harry Potter i więzień Azakabanu"), ale ogromnie szanuję za to co pokazała w kolejnych powieściach. Kiedy już przyswoiłam się z myślą, że tym razem nie dostaniemy historii zbliżonej do Harry'ego Pottera, byłam w stanie docenić zarówno „Trafny wybór", jak i serię o Cormoranie Strike'u („Wołanie kukułki, „Jedwabnik", „Żniwa zła", jak i „Zabójczą biel") za doskonale nakreślone portrety bohaterów. Chyba nie muszę Wam polecać Harry'ego, ale jeśli z jakiś powodów nie sięgnęliście po inne powieści napisane przez Rowling - warto to zmienić.

KARIN SLAUGHTER - Karin Slaughter to zdecydowanie moja ulubiona autorka jeśli chodzi o kryminały/thrillery. Znana jest z tego, że jej powieści zawierają dosyć graficzne opisy scen zbrodni i często dotykają tematów trudnych, a nawet kontrowersyjnych, od siebie dodałabym jeszcze, że autorka przykłada sporą wagę do kreacji bohaterów i łączących ich relacji. „Moją pierwszą" powieścią Karin Slaughter była „Dobra córka" - przeczytałam ją jakoś w 2017 roku, wkrótce po polskiej premierze, zachęcona opiniami zagranicznych recenzentów i do tej pory uważam, że jest to jedna z najlepszych historii, jakie napisała autorka. Od tamtej pory zapoznałam się jednak także z powieścią „Układanka" (ale akurat tego tytułu nie polecałabym na początek, bo jest to najsłabsza historia w dorobku pisarki, jaką miałam okazje przeczytać, choć wciąż nie jest to lektura zła), całym sześciotomowym cyklem „Hrabstwo Grant" („Zaślepienie", czyli pierwszy tom, też jest świetnym punktem wyjścia dla zapoznania się z twórczością autorki) i (prawie) dwoma tomami kolejnej serii z Willem Trentem, mam zatem jeszcze całkiem sporo do nadrobienia. Jeżeli chodzi o poszczególne cykle, teoretycznie nie trzeba zapoznawać się z nimi w kolejności chronologicznej (poszczególne śledztwa nie są ze sobą powiązane i brak spoilerów na zasadzie „kto zabił?"), ale warto się jej trzymać - dzięki temu dostrzeżecie zmiany w relacjach bohaterów i ich psychice. Co więcej, warto zasugerować się słowami autorki i przeczytać serię z Willem Trentem po skończeniu „Przywileju skóry". 

LAINI TAYLOR - Z twórczością Laini Taylor zapoznałam się w roku 2018 (to był bardzo dobry rok jeśli chodzi o znajdowanie nowych ulubieńców, o czym wspominałam chyba w poście z zestawieniem najlepszych tytułów roku 2018 i 2019 - tutaj), kiedy przyniosłam z biblioteki trylogię „Córka dymu i kości", a kilka miesięcy później zakochałam się także w „Marzycielu". Zostało mi do nadrobienia jedynie zamknięcie dylogii tj. „Muza koszmarów". Amerykańska autorka tworzy historie, które cechuje niesamowita kreatywność, są przepełnione magią i osnute aurą tajemniczości, ale to co osobiście zachwyca mnie najbardziej w jej książkach to sposób w jaki buduje konflikty - tak, że jesteśmy w stanie zrozumieć racje obu stron. Mam ogromny sentyment do trylogii rozpoczynającej się od „Córki dymu i kości" i nawet jeśli obiektywnie dostrzegam, że „Marzyciel" prezentuje nieco wyższy poziom, to właśnie debiutancką trylogię polecam Waszej uwadze.

SARAH WATERS - Zestawienie autorek, których twórczość mogę Wam polecić zamyka Sarah Waters. Jej nazwisko przywołuje się często w dyskusjach na temat literatury LGBT i rzeczywiście jest to temat, który często przewija się w jej powieściach (właściwie tylko w jednej czytanej przeze mnie pozycji nie został on poruszony), ale brytyjska autorka ma do zaoferowania swoim czytelnikom znacznie więcej - skrupulatnie oddane realia epoki, atmosfera tajemniczości i niepewności. Moje pierwsze zetknięcie z piórem Sarah Waters to „Złodziejka" - czytałam ją na plaży na Majorce i doszłam wówczas do wniosku, że jest to jedna z najbardziej zaskakujących historii, jakie miałam okazje kiedykolwiek czytać. Potem zapoznałam się z powieściami: „Ktoś we mnie", „Pod osłoną nocy", „Muskając aksamit" i „Za ścianą" (do nadrobienia została mi ostatnia książka - „Niebanalna więź") i chociaż w moim odczuciu nie przewyższyły one poziomem tej pierwszej, stanowiły dobre, albo bardzo dobre lektury (zdecydowanie najsłabiej oceniłam „Muskając aksamit"). Gdybym miała wskazać jakiś punkt wyjścia dla poznawania twórczości Sarah Waters, poleciłabym chyba „Ktoś we mnie" - to niezwykle atmosferyczna lektura, o niemal gotyckim klimacie. (A potem „Złodziejkę" żeby już całkiem się zakochać!)

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że dawniej w gronie takich „top of the top" autorek znalazłoby się miejsce jeszcze dla co najmniej dwóch autorek tj. Diane Chamberlain i Jodi Picoult, ale na przestrzeni lat poczułam już jednak pewne znużenie jeśli chodzi o opowiadane przez nie historie i od bardzo dawna nie sięgałam po żadną z napisanych przez nie powieści.

Tradycyjnie już, w poście znajdziecie bardzo zróżnicowane tytuły, więc mam nadzieję, że każdy zdołał znaleźć coś, co rozbudziło jego zainteresowanie. Czekam też na polecenia z Waszej strony, bo nie ma nic lepszego niż znalezienie nowego autora, gdzie macie jeszcze sporo nowych tytułów do odkrycia.

*Zdjęcie użyte w poście pochodzi z banku zdjęć Unsplash, a jego autorem jest Tamas Pap

Początek lutego nie jest okresem, w którym większość osób spodziewałaby się natrafić na podsumowania ubiegłego roku, ale powoli przyzwyczajam się do tego, że w moim przypadku pewne kwestie prezentują się inaczej. Pierwsze tygodnie 2020 są dla mnie pełne zmian (zmiana pracy, załatwianie wszelkiej papierologii i konieczność przyzwyczajenia samej siebie do nowego trybu dnia), a na domiar złego zmagam się z uporczywym problemem ze sprzętem elektronicznym (czyt. mój laptop znowu odmówił posłuszeństwa i muszę poważnie rozważyć kwestie nowego zakupu), wszystkie te czynniki nie sprzyjały terminowej publikacji tekstów. Nie mogłam odmówić sobie jednak możliwości podzielenia się z Wami najlepszymi tytułami roku 2019 i (uwaga!) 2018. Znajdziecie prawie trzydzieści pozycji, których lekturę z czystym sumieniem mogę Wam polecić, także myślę, że każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie.

2018



W 2018 roku przeczytałam 129 książek i wybranie najlepszej 10 stanowiło dla mnie spore wyzwanie. Jak zwykle, złota topka stanowi misz-masz gatunkowy i stosunkowo dobrze reprezentuje mój gust czytelniczy. Przede wszystkim, w 2018 roku odkryłam twórczość Celeste Ng. Debiut autorki, czyli <WSZYSTKO CZEGO WAM NIE POWIEDZIAŁAM> trafił na listę moich absolutnie ulubionych lektur życia, ale i druga jej powieść tj. <MAŁE OGNISKA> wywołała na mnie spore wrażenie. Celeste Ng pisze o relacjach międzyludzkich, skupiając się przede wszystkim na więzach rodzinnych. Tworzy skomplikowane, bardzo ludzkie w swoich słabościach portrety bohaterów i zahacza o bardzo aktualne tematy związane z sytuacją kobiet czy różnorodnością. Nie rozumiem, dlaczego jej twórczość w Polsce nie znalazła dużego grona odbiorców, ale w mojej opinii to doskonały przykład literatury środka - dobrze napisanej i wartościowej, ale przy tym stosunkowo łatwej w odbiorze.

Podwójne miejsce na mojej topce 2018 zajęła także Laini Taylor. Sporo mówiło się tego roku o najnowszej powieści autorki <MARZYCIELU> i obiektywnie patrząc jest to chyba lepsza pozycja - bardziej przemyślana, dopracowana i dojrzalsza, ale trylogia <CÓRKA DYMU I KOŚCI> zaskarbiła sobie szczególne miejsce w moim serduchu. Laini Taylor posiada niesamowitą wyobraźnię - nawet jeśli sięgacie po więcej niż ja tytułów należących do fantastyki młodzieżowej i tak prawdopodobnie możecie zostać zaskoczeni pokładami kreatywności autorki - te historie są pełne magii i jakiejś tajemniczości. Tym co szczególnie ujęło mnie w odniesieniu do jej twórczości, jest sposób w jaki buduje konflikty wewnątrz swoich opowieści - to nie są czarno-białe scenariusze i w większości wypadków jesteśmy w stanie w jakimś stopniu zrozumieć racje obu stron, co nadaje całości pewnego tragizmu.

Jeżeli chodzi o historie na pograniczu fantastyki, mam do polecenia jeszcze dwa tytuły. Pierwszy z nich to kolejny przykład dobrej literatury Young Adult - <SZÓSTKA WRON>. Nie jestem wielbicielką debiutanckiej trylogii Leigh Bardugo (podobała mi się, ale mam jej sporo do zarzucenia), ale ten tytuł wyjątkowo przypadł mi do gustu.  To połączenie ciekawej historii (która, przyznaję, momentami przypomina „Z mgły zrodzonego”) z fantastyczną grupą bohaterów, która idealnie sprawdzi się jako rozrywka po długim dniu. Z kolei drugi tytuł to już powieść skierowana do dorosłego odbiorca, mniej skupiająca się na fabule, a bardziej na warstwie językowej - <KIRKE>. Wiem, że polskie internetowe środowisko książkowe w większości było rozczarowane książką Madeline Miller, ale sama nie zaliczam się do tego grona. W moim odczuciu to świetne połączenie mitologicznych inspiracji i warsztatu autorki - z doskonale nakreśloną sylwetką tytułowej bohaterki i świetnie oddanymi emocjami - zwłaszcza jeśli chodzi o poczucie samotności.

W 2018 roku nadrobiłam też dwie literackie zaległości. Wspominałam o nich w kontekście posta z serii o „5-gwiazdkowych przewidywaniach”, ale warto napomknąć o nich choćby jeszcze ten jeden raz. Przede wszystkim przeczytałam doskonałą powieść Amora Towlesa - <DŻENTELMEN W MOSKWIE>. Niespieszna, bardzo klimatyczna proza, która z niesamowitą delikatnością i wyczuciem oddaje ludzką samotność. Na kartach tej powieści znajdziecie też przepiękny i bardzo wzruszający portret niecodziennej przyjaźni pomiędzy dojrzałym mężczyzną, a małą dziewczynką. Dzięki niektórym książkowym influencerom sporo się teraz mówi o tym tytule, ale o dobrych tytułach nigdy nie jest za głośno. W końcu zapoznałam się też z powieścią Donny Tartt - <TAJEMNA HISTORIA>. Musiałabym odświeżyć sobie lekturę „Szczygła” żeby z czystym sumieniem wskazać, która z tych powieści jest „lepsza”, ale na ten moment wydaje mi się, że bardziej przemówiła do mnie właśnie „Tajemna historia”. Przede wszystkim Donna Tartt posiada niesamowity warsztat literacki - jest to powieść doskonale napisana i skonstruowana, posiadająca specyficzny klimat i zmuszająca czytelnika do pewnych refleksji moralnych.

Ostatnie dwie powieści z top 2018 roku, to historie, które trafiły do mnie na poziomie emocjonalnym, w pewnym momencie wywołując nawet łzy (co w moim przypadku, nie zdarza się często). Nie są to powieści niszowe i pewnie większość z Was zetknęła się z danymi tytułami. <WIELKA SAMOTNOŚĆ> zachwyca surowym, zimnym klimatem Alaski i przybliża portret trudnej relacji na poziomie rodzic-dziecko. Pierwsza część powieści jest lepsza od zakończenia, ale nawet mając to na uwadze - jest to pozycja warta uwagi. Z kolei lektura powieści <WSZYSTKIE NASZE OBIETNICE> uderzyła we mnie bardzo osobiście. Hoover pokazuje tu nieco zmienione oblicze, dojrzalsze. Pisze o miłości w małżeństwie i o tym, że czasami samo uczucie nie jest w stanie udźwignąć związku; i pisze o rozpaczliwym pragnieniu macierzyństwa. Wiem, że twórczość Colleen Hoover nie jest dla każdego, ale w tym wcieleniu mnie przekonuje bardzo.

Przygotowując ten post uświadomiłam sobie jak doskonały był rok 2018 pod względem czytelniczym. Niektóre z tych tytułów to nie tylko top roku, ale też ulubione pozycje ogółem. I trochę ze smutkiem stwierdzam, że nie wiem, kiedy, jeśli w ogóle, przydarzy mi się taki rok.

2019



Jeżeli chodzi o rok 2019 przygotowałam top 10 przeczytanych lektur, a kilka tytułów dodatkowo wyróżniłam. Zanim przejdziemy do najlepszej dziesiątki, skupmy się na pozostałych sześciu pozycjach - sporo z nich to kryminały/thrillery, albo tytuły, które zawierają jakiś element tajemnicy. Tak naprawdę jedyna pozycja, która nie zalicza się do tej „kategorii” to <HISTORIA NOWEGO NAZWISKA> - za klimat Neapolu i za niebanalny portret przyjaźni, opartej na wzajemnej rywalizacji. <OWIECZKI DOBRE, OWIECZKI ZŁE> za sielską atmosferę, przepięknie oddaną perspektywę dziecka i zmuszenie do refleksji nad tym, jak łatwo nam wydawać osądy. <SADIE> za bycie najlepszą książką młodzieżową, ciekawą formę i chwytającą za gardło historię o samotności. <ŻONA MORDERCY> za udowodnienie mi, że wciąż mogę znaleźć dla siebie coś nowego w tym gatunku i za przerażający obraz tego, w jaki sposób nasze społeczeństwo łatwo wydaje osądy. <UMIERA SIĘ TYLKO RAZ> za fascynujące przedstawienie procedury śledczej i zaskakujące rozwiązania fabularne, ale też za wykreowanie całej grupy fantastycznych bohaterów. I <TRZYNASTA OPOWIEŚĆ> za niemal gotycki klimat i za pokazanie sztuki snucia opowieści.


Wszystkie te tytuły są wyjątkowe i mogę Wam je szczerze polecić, ale z różnych przyczyn ostatecznie nie znalazło się dla nich miejsce w końcowej topce. A teraz, nie przedłużając już dłużej, przedstawiam Wam faktyczną dziesiątkę najlepszych tytułów 2020 roku. <MĘŻCZYZNA IMIENIEM OVE> stanowi doskonały przykład na to, dlaczego nie przygotowuję zestawienia najlepszych książek roku z wyprzedzeniem. Powieść Fredrika Backmana skończyłam czytać dosłownie ostatniego dnia roku, w Sylwestra i było to najlepsze zamknięcie 2019, jakie mogłam sobie wybrać. Historia mężczyzny imieniem Ove, naprzemienne przybliża nam jego młodość i czasy teraźniejsze. To taka historia z oryginalnym bohaterem (żeby nie nazwać go zrzędliwym) - momentami zabawna, momentami powodująca ciepło na serduchu, ale momentami niewyobrażalnie smutna. Raczej nie przypadnie do gustu każdemu czytelnikowi, zwłaszcza ze względu na tytułowego bohatera, ale ja polecam. Dołączam też grona osób zakochanych w powieści Taylor Jenkins Reid - <SIEDMIU MĘŻÓW EVELYN HUGO>. Być może niektórzy z Was pamiętają, że w ubiegłym roku polecałam inną książkę autorki tj. „Jedyna miłość razy dwa” (i wciąż uważam go za jeden z lepszych romansów), pozycja wydana w 2019 przez Czwartą Stronę subiektywnie prezentuje jednak wyższy poziom. Taylor Jenkins Reid posiada talent do kreowania niezwykle wiarygodnych, żywych postaci, a w swojej najnowszej powieść dodatkowo zachwyca klimatem starego kina.

Kolejna z najlepszych powieści 2019 również zachwyca klimatem - <KTOŚ WE MNIE>. Tym razem Sarah Waters nie porusza charakterystycznego dla swojej twórczości tematu LGBT. „Ktoś we mnie” to opowieść o powojennej Anglii, powolnym upadku arystokracji i niezwykłej rezydencji. Autorka, jak w każdej swojej powieści, jaką do tej pory czytałam, przykłada dużą wagę do tego by oddać realia ówczesnego okresu, kreuje też niesamowity, nieco niepokojący klimat, tak że czytelnik zaczyna mieć wątpliwości co stanowi wytwór umysłu, a co jest prawdą. Twórczość Sarah Waters posiada chyba tyleż zwolenników, co i przeciwników, ale ja zdecydowanie zaliczam się do tej pierwszej kategorii. Nie mogę też nie wspomnieć o niesamowitej powieści, nagrodzonej m.in. Women’s Prize for Fiction (choć wówczas nagroda ta funkcjonowała pod inną nazwą) autorstwa Emmy Donoghue - <POKÓJ>. Siła tej powieści tkwi przede wszystkim w odpowiednio dobranym narratorze. Donoghue oddaje głos pięcioletniemu chłopcu i przez to historia o porwaniu i przetrzymywaniu w niewoli, w jednym pokoju nabiera niejako nowego wydźwięku. Zdecydowanie jest to jedna z tych lektur, które uderzają w czytelnika i poruszają jakieś czułe struny. Nawet jeśli widzieliście już film (który swoją drogą też polecam) i tak warto zapoznać się z książkowym pierwowzorem.

Wśród najlepszych lektur 2019 roku znalazło się też miejsce dla <IMMORTALISTÓW> Chloe Benjamin. Mam wrażenie, że polska premiera tego tytułu przeszła jakoś bez echa i że stosunkowo niewielkie grono czytelników zapoznało się z tym tytułem. A szkoda. Chloe Benjamin opowiada historię czwórki rodzeństwa, które podczas wizyty u wieszczki poznaje datę swojej śmierci. Ten motyw przewija się przez całą powieść i autorka prowokuje czytelnika do pewnych refleksji na temat tego, jak taka wiedza wpływa na życie człowieka i podejmowane przez niego decyzje. Ale podejmuje też inne tematy jak choćby homoseksualizm, poczucie samotności czy alkoholizm. Jedyny tytuł na mojej liście top lektur, który należy do literatury faktu to <BĘDZIE BOLAŁO. SEKRETNY DZIENNIK MŁODEGO LEKARZA>. Wspominałam Wam o tej pozycji kilkakrotnie nie bez przyczyny. Historia Adama Kay’a przedstawiona w formie, jak wskazuje już sam podtytuł, dziennika zdecydowanie prowokuje czytelnika do pewnej refleksji na temat tego, w jaki sposób postrzega służbę zdrowia. Przepełniona humorem, a równocześnie szokująca, na długo zostaje w pamięci. Słyszałam sporo krytycznych opinii na temat niedawno wydanej kontynuacji, ale „Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza” mogę z czystym sumieniem polecić.

Ostatnie cztery pozycje z najlepszej topki to tytuły, które (w mniejszym lub większym stopniu)  można zaliczyć gatunkowo do kryminałów/thrillerów. <SIEDEM ŚMIERCI EVELYN HARDCASTLE> to niezwykle udany debiut kryminalny. Klimatem przypomina trochę klasykę gatunku tj. twórczość Agathy Christie - mamy do czynienia z motywem odosobnionej posiadłości i ograniczonym gronem potencjalnych sprawców - ale Stuart Turton nadaje tej „znanej opowieści” nowy wydźwięk. Nie chcę Wam zdradzać za dużo żeby nie psuć wrażeń z lektury, ale zdecydowanie jest to pewien powiew świeżości w gatunku. Dla miłośników kryminałów, ale tak naprawdę nie tylko. Zresztą kolejny tytuł, mianowicie <TEATR ZŁOCZYŃCÓW> autorstwa M. L. Rio, również jest pozycją, która może się spodobać zarówno wielbicielom gatunku, jak i czytelnikom, którzy mają nieco inne preferencje czytelnicze. To powieść, w której przewija się motyw zbrodni, ale, podobnie jak w przypadku „Tajemnej historii” Donny Tartt, niekoniecznie właśnie on jest najważniejszy. Zresztą, porównanie nie jest przypadkowe a oba utwory mają więcej punktów wspólnych - grupa przyjaciół, osadzenie akcji na terenie szkoły wyższej, podjęcie tematów związanych z moralnością. M. L. Rio dodatkowo nawiązuje jeszcze do szekspirowskich dramatów.

Dwa kolejne tytuły to kontynuacje pewnych cykli wydawniczych i jeśli śledzicie Złodziejkę od pewnego czasu, nie powinniście być zaskoczeni ich obecnością w topce. <FATUM> stanowi już czwarty tom serii „Hrabstwo Grant” autorstwa Karin Slaughter. Tak jak poprzednie tomy, przybliża losy trójki głównych bohaterów - Jeffrey’a, Sary i Leny i przeplata je z konkretną intrygą kryminalną. Tym razem Karin Slaughter decyduje się jednak opowiedzieć historię dwutorowo, dając czytelnikowi wgląd w przeszłość (wtedy jeszcze) małżeństwa Tolliver. Nie wiem czy obiektywnie jest to najlepsza powieść w serii jeśli chodzi o wątek kryminalny, ale na tym etapie czytam kolejne tomy zwłaszcza dla bohaterów i doceniam możliwość zrozumienia ich postępowania. Zresztą, kolejna powieść, czyli <ZABÓJCZA BIEL> również znalazła się na liście najlepszych książek nie przez wzgląd na interesującą intrygę (a przynajmniej nie tylko dlatego). Wiem, że seria o Cormoranie Strike’u ma tyleż zwolenników, co i przeciwników, ale od drugiego tomu (bo lektura „Wołania kukułki” była jednak dla mnie momentami męcząca i musiałabym chyba sięgnąć po nią jeszcze raz żeby sprawdzić czy jest to słabszy tom, czy po prostu miałam względem niego nieodpowiednie oczekiwania) sama zaliczam się do pierwszej grupy. Dla mnie największym atutem cyklu pozostaje jednak konstrukcja psychologiczna postaci i opis relacji między nimi. Jeżeli brakuje Wam stylu J. K. Rowling, warto spróbować zapoznać się z całą serią (Przy czym zdecydowanie nie są to powieści utrzymane w klimacie Harry’ego Pottera)

*

Takim sposobem dobrnęliśmy do końca. Nie pisałam dużo o poszczególnych tytułach, bo post jest już wystarczająco obszerny (nauczka na przyszłość żeby nie łączyć podsumowań z dwóch lat!). Mam jednak nadzieję, że udało mi się zwrócić Waszą uwagę na jakieś nowy tytuły. Z podsumowań czeka nas jeszcze podwójne zestawienie najlepszych filmów (znowu 2018 i 2019), a potem możemy oficjalnie wkroczyć w 2020!

Czekam oczywiście na informacje zwrotne z waszej strony - co Was zachwyciło w 2019 i co możecie mi polecić?

*Zdjęcie wykorzystane na początku posta pochodzi z banku zdjęć Unsplash, a jego autorem jest @jasonyoder
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

Karolina Suder

Miłośniczka literatury, podróży i muzyki musicalowej.

Popularne posty

  • Przewodnik po New Adult
  • 100 książek, które chciałabym przeczytać
  • Projekt "Rosie", Graeme Simsion
  • Konkurs - "Dotyk Gwen Frost"
  • Stos grudniowy/świąteczny
  • Podsumowanie września 2012
  • Smutna historia braci Grossbart - Jesse Bullington
  • Złodziejka książek otwiera się na zmiany
  • Zapowiedzi sierpniowe
  • Przegląd filmowy

Kategorie

książki 302 Kala poleca 93 seriale 16 filmy 2 fotografia 1 podróże 1

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Popularne posty

  • Przewodnik po New Adult
    Pomysł na ten post, jak wiele poprzednich pomysłów, zrodził się w mojej głowie przez przypadek i pierwotnie miał przybrać całkowicie odm...
  • 100 książek, które chciałabym przeczytać
    Można powiedzieć, że jedną nogą znajduje się już na wakacjach. Bo wyjątkowo ciężkiej sesji (wkuwanie na pamięć kilku ustaw na raz zdecy...
  • Projekt "Rosie", Graeme Simsion
    Nie da się ukryć, że zagraniczny booktube promuje najczęściej literaturę Young Adult. Oczywiście, jak od każdej reguły tak i od tej poja...
  • Konkurs - "Dotyk Gwen Frost"
    Moi  Drodzy! ostatnio mam szczęście do tego, iż wydawcy wysyłają do mnie po dwa egzemplarze książek. Ostatnio takowa sytuacja miała miejsce...
  • Stos grudniowy/świąteczny
    Jeżeli Wasze święta i, nie ma co dłużej tego ukrywać, prezenty były równie udane jak moje to naprawdę możecie się nazywać szczęściarzam...

Archiwum

  • ▼  2023 (2)
    • ▼  stycznia (2)
      • 2022 w książkach | wszystkie książki przeczytane w...
      • Rok 2023 | noworoczne postanowienia kulturalno-blo...
  • ►  2022 (1)
    • ►  stycznia (1)
  • ►  2021 (6)
    • ►  maja (1)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (1)
    • ►  stycznia (2)
  • ►  2020 (15)
    • ►  października (2)
    • ►  września (1)
    • ►  sierpnia (1)
    • ►  lipca (1)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (2)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (1)
    • ►  stycznia (3)
  • ►  2019 (25)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (4)
    • ►  października (2)
    • ►  września (1)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  kwietnia (2)
    • ►  marca (2)
    • ►  lutego (3)
    • ►  stycznia (3)
  • ►  2018 (72)
    • ►  grudnia (3)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (5)
    • ►  września (9)
    • ►  sierpnia (9)
    • ►  lipca (9)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (6)
    • ►  lutego (7)
    • ►  stycznia (11)
  • ►  2017 (145)
    • ►  grudnia (10)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (10)
    • ►  września (4)
    • ►  sierpnia (8)
    • ►  lipca (15)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (12)
    • ►  kwietnia (23)
    • ►  marca (19)
    • ►  lutego (12)
    • ►  stycznia (16)
  • ►  2016 (195)
    • ►  grudnia (29)
    • ►  listopada (20)
    • ►  października (19)
    • ►  września (20)
    • ►  sierpnia (17)
    • ►  lipca (12)
    • ►  czerwca (17)
    • ►  maja (14)
    • ►  kwietnia (10)
    • ►  marca (12)
    • ►  lutego (13)
    • ►  stycznia (12)
  • ►  2015 (104)
    • ►  grudnia (12)
    • ►  listopada (7)
    • ►  października (7)
    • ►  września (10)
    • ►  sierpnia (4)
    • ►  lipca (7)
    • ►  czerwca (8)
    • ►  maja (3)
    • ►  kwietnia (10)
    • ►  marca (11)
    • ►  lutego (14)
    • ►  stycznia (11)
  • ►  2014 (66)
    • ►  grudnia (14)
    • ►  listopada (8)
    • ►  października (9)
    • ►  września (6)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (4)
    • ►  czerwca (3)
    • ►  maja (4)
    • ►  marca (1)
    • ►  lutego (4)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2013 (81)
    • ►  grudnia (6)
    • ►  listopada (7)
    • ►  października (6)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (10)
    • ►  lipca (6)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (6)
    • ►  kwietnia (4)
    • ►  marca (7)
    • ►  lutego (9)
    • ►  stycznia (7)
  • ►  2012 (101)
    • ►  grudnia (8)
    • ►  listopada (7)
    • ►  października (5)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (10)
    • ►  lipca (12)
    • ►  czerwca (5)
    • ►  maja (7)
    • ►  kwietnia (10)
    • ►  marca (10)
    • ►  lutego (11)
    • ►  stycznia (8)
  • ►  2011 (113)
    • ►  grudnia (14)
    • ►  listopada (9)
    • ►  października (14)
    • ►  września (13)
    • ►  sierpnia (19)
    • ►  lipca (13)
    • ►  czerwca (13)
    • ►  maja (18)

Złodziejka książek na FB

Złodziejka Książek

Polecane blogi

  • kryminał na talerzu. blog kulinarno-kryminalny
    "Rwetes" Agnieszka Peszek - patronacka recenzja przedpremierowa - Autorka: *Agnieszka Peszek* Tytuł: *Rwetes* Cykl: *Renata Konieczna, tom 3* Data premiery: *10.08.2026* Wydawnictwo: *110 procent* Liczba stron: *388* Gatu...
  • Blog pod Małym Aniołem
    Gołoborze - Maciej Siembieda - „Grabińska zemsta nie miała początku ani końca.” „Gołoborze” szturmem podbiło serca czytelników jesienią 2025 roku. Autorem książki jest Maciej Siembi...
  • zaczytASY
    Grzegorz Dziedzic, Ostatni koniec świata [Agora] - [image: Grzegorz Dziedzic, Ostatni koniec świata [Agora]] *Grzegorz Dziedzic zdobył moje uznanie jako autor osadzonych w Chicago kryminałów retro. Jedn...
  • K-czyta | Blog książkowy
    Krótkie podsumowanie lipca - Miałam niedawno taką myśl, że w dorosłości lipiec jest trochę jak każdy inny miesiąc. O wakacjach przypominam sobie, gdy w autobusach miejskich jest zn...
  • Wielki Buk
    Premiery książkowe: SIERPIEŃ 2026 - Premiery książkowe sierpnia – wybór najciekawszych nowości. „Copycat” Mieczysław GorzkaPremiera: 12 sierpniaWydawnictwo Czarna Owca Thriller prosto od Miec...
  • Blog o książkach
    Jak naprawić odpryski na drzwiach drewnianych – domowe sposoby renowacji - Drzwi drewniane to prawdziwa wizytówka domu, świadcząca o jego elegancji i stylu. Niestety, codzienne użytkowanie może prowadzić do pojawienia się odpryskó...
  • Świat ukryty w słowach
    Podsumowanie lipca - *~Witajcie kochani!* *Zapraszam na czytelnicze podsumowanie lipca ♥* *Brianna Bourne "Zaczekam na ciebie w snach"* (352 strony) *Moja ocena...
  • unSerious
    Cykl: Wiedźmin Geralt z Rivii # 0.5: Sezon burz - [image: Cykl: Wiedźmin Geralt z Rivii # 0.5: Sezon burz] [image: Sezon burz] Czytaj dalej Cykl: Wiedźmin Geralt z Rivii # 0.5: Sezon burz at unSerious.
  • Najlepsze książki dla dzieci
    "Królik Psikus i przyjaciele. Małe historie wielkich uczuć" (Novae Res) - Uczucia są nieodłącznym elementem naszego życia. Nie możemy bez nich funkcjonować. Towarzyszą nam w każdej sytuacji. Raz nam pomagają, innym razem kompliku...
  • Micha kultury
    Fantastyka inspirowana innymi kulturami – „Yumi i Malarz Koszmarów” Brandon Sanderson i „Ostatnie promienie słońca” Guy Gavriel Kay - *Yumi i Malarz Koszmarów* Brandon Sanderson *Gatunek:* fantastyka *Rok pierwszego wydania: *2023 *Liczba stron: *432 *Wydawnictwo: *MAG Tak czy inacze...
  • Bajkochłonka
    Komiksy z Kaczorem Donaldem na drugą połowę wakacji - Wakacje 2026 na półmetku! Być może już wróciliście z urlopów, albo dopiero się na nie wybieracie. Jeśli to drugie – to dobry moment, żeby do bagażu dorzu...
  • zwierz popkulturalny
    ZPOPK Short: Czarna Kula - Jadąc na Nowe Horyzonty widziałam, że na pewno chcę zobaczyć jeden film czyli „La… Artykuł ZPOPK Short: Czarna Kula pochodzi z serwisu zwierz popkultural...
  • NIEnaczytana
    "Nocna niania" - Nelle Lamarr - *Sprawiedliwość czy zemsta? Dzieli je cienka linia. A możne to dwie strony medalu? Może wszystko sprowadza się do tego, kto jest mścicielem, a kto ofi...
  • NOWALIJKI
    TARA MENON „POD WODĄ” - Literatura obyczajowa i powieści psychologiczne po pojęcie traumy sięgają nader chętnie, jednak Tara Menon postanowiła podejść do tematu od nietypowej stro...
  • Bardziej Lubię Książki Niż Ludzi
    Co czytać? || Sierpień 2026 - Zapraszam Was na zapowiedzi sierpniowe! Biblioteka matematyków. Książki, które wyzwoliły potęgę liczb – Odkryj historię…
  • smakksiazki.pl
    Kultura jest językiem, który łączy. Rozmowa z Maciejem Stachurą, wiceprezydentem Katowic - Pierwsze skojarzenie z Katowicami i Śląskiem dla ludzi z innych części Polski, to już nie tylko kopalnie i huty, ale coraz częściej zieleń i…kultura. Już...
  • Co Aśka przeczytała…
    „Pola pachnące deszczem” – Magdalena Kołosowska - „Pola pachnące deszczem” to kontynuacja losów wiejskich rodzin z Duplic i Złakowa znanych czytelnikom z pierwszego tomu Sagi Łowickiej autorstwa… The pos...
  • Spadło mi z regała
    Jak zrobić bransoletkę ze sznurka regulowaną - Charakterystyka bransoletki regulowanej ze sznurka Regulowana bransoletka na sznurku działa inaczej niż biżuteria z metalowym zapięciem. Nie ma karabińcz...
  • Mozaika Literacka
    "THEO Z GOLDEN" - ALLEN LEVI - To niepodważalnie jedna z tych urzekających opowieści, które śmiało można nazwać unikalnym zjawiskiem literackim. Powieść nasycona ludzkim dobrem i emocj...
  • Zakątek czytelniczy
    Tell me with kisses - Mercedes Ron - * TELL ME WITH KISSES - MERCEDES RON* *Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Harde* Znacie twórczość Mercedes Ron? Ja znam serię "Tell me...". W ubiegły...
  • Nebule blog parentingowy
    Prezenty na Dzień Dziecka 2026 – same hity - Prezenty na Dzień Dziecka 2026 – co wybrać, by sprawić radość i trafić w gusta najmłodszych? Dzień Dziecka zbliża się wielkimi krokami, a Ty nadal zastan...
  • god save the book
    Cytaty dnia, które zmieniają spojrzenie na codzienność - Codziennie pojawia się kilkanaście nowych myśli, które mogą zatrzymać uwagę i wywołać refleksję. To zaledwie kilka zdań, a potrafią zmienić perspektywę lub...
  • To read or not to read? | Bibliofilem być
    Skup srebrnych monet – gdzie sprzedać je bezpiecznie - W dynamicznie zmieniającym się świecie inwestycji, srebrne monety stają się coraz bardziej popularnym wyborem dla kolekcjonerów i inwestorów. Jednak pytani...
  • Wybredna Maruda
    Jak wygląda mokry aktor? - Śmigus Dyngus i najlepsze filmowe sceny z wodą - [image: andrew garfield in water] Śmigus-Dyngus to chyba najlepszy moment, żeby porozmawiać o wodzie. I o przystojnych aktorach. A najlepiej – o przystojnyc...
  • Recenzje Gaby
    Reminders of him. Cząstka ciebie, którą znam - Colleen Hoover. Bardzo emocjonalna książka - *Kojarzycie ten moment, kiedy aż robi wam się wstyd za główną bohaterkę?* *Tak właśnie miałam podczas czytania Reminders of Him. Cząstka ciebie, którą...
  • Bajkonurek
    Hamilton, bunt dwulatka i Edgar Allan Poe, czyli podsumowanie 2025 - *To był ciekawy rok.* Chociaż życie prywatne upłynęło mi pod hasłem „jakie jeszcze choroby znane mi wcześniej tylko z XIX-wiecznych powieści przyniesie ...
  • Popbookownik
    Catering Dietetyczny w Warszawie – Kompleksowy Przewodnik po Zdrowym Odżywianiu w Stolicy - Warszawa, jako dynamiczna metropolia zamieszkiwana przez ponad 1,8 miliona osób, stawia przed swoimi mieszkańcami wiele wyzwań związanych z utrzymaniem zdr...
  • Czytaj PL
    Rusza 11. edycja akcji CZYTAJ PL – 18 topowych tytułów ponownie za darmo! - Już 3 listopada 2025 r. wystartuje jedenasta odsłona największej w Polsce inicjatywy promującej czytelnictwo. Po raz kolejny w ramach akcji Czytaj PL mił...
  • Z pierwszej półki
    Marcin Mortka – 20:32 - A jeśli apokalipsa nie zacznie się w Londynie, Nowym Jorku, Los Angeles ani w Szanghaju? Jeśli jej scenerią będzie mała miejscowość pod Poznaniem? A tymi...
  • Na regale u Marty Mrowiec
    Sarah Freethy, Figurki z Dachau (2025) - Figurki z Dachau to jedna z powieści, która trafi do TOP najlepszych książek tego roku. Czy ostatnio powtarzam często. Tak! Ale co zrobić, gdy trafia się...
  • Wyliczanka.eu
    "Jedyna". O biografii Karoliny Lanckorońskiej [moja nowa książka] - "Jedyna. Biografia Karoliny Lanckorońskiej" to moja trzecia pełna biografia. Po historii Anny Jantar i Ireny Kwiatkowskiej przyszedł czas na fascynującą ...
  • Na Czytniku
    „Diabły i święci” Jean-Baptiste Andrea – Wewnętrzne dziecko - Jakiś czas temu słuchałam Czuwając nad nią Jean-Baptiste Andrea. Zaskoczyła mnie ta powieść, bo myślałam, że będzie bardziej ckliwa (patrząc na opis). Ok...
  • Czytelnicze Podwórko
    Survival z Zuzą, czyli przetrwaj w każdych warunkach – recenzja - Mój starszy syn od czterech lat jest częścią skautingowej społeczności. Oprócz niewątpliwie pozytywnego wpływu na rozwój umiejętności społecznych, ciekaw...
  • Niedopisana Recenzja
    Na stronach powieści. „Niech żyje zło” – recenzja książki - *Fantasy, a szczególnie romantasy, to gatunek, który w ostatnich latach przeżywa swego rodzaju renesans. Czytelnicy na nowo zachwycają się magicznymi ...
  • Ronja.pl
    Gry bez prądu dla dwulatka i trzylatka – najciekawsze proste gry planszowe i kooperacyjne (aktualizacja 2025) - Zebrałam w jednym miejscu najciekawsze (i najładniejsze! 🙂 ) gry dla dwulatków i trzylatków. Nieco starsze dzieci też będą nimi zainteresowane. Znajdziesz...
  • Książką po grzbiecie
    Hello world! - Welcome to WordPress. This is your first post. Edit or delete it, then start writing! The post Hello world! appeared first on My Blog.
  • Kulturalna meduza
    Oblałabym egzamin na licencję na czarowanie [wywiad z Aleksandrą Okońską] - [image: aleksandra okońska wywiad] Jak wyglądała droga od pierwszego pomysłu do wydania *Licencji na czarowanie*? Do której z książkowych bohaterek jest naj...
  • read up!
    Przegląd Kobiecego Kina #21: filmy wojenne - W najnowszym odcinku Przeglądu Kobiecego Kina, czyli cyklu, w którym opowiadam o filmach kręconych przez kobiety, biorę na warsztat temat, który na pierw...
  • Technikolorowy
    Święta z Wytrzeszczem, czyli „Przesilenie zimowe” - 1 stycznia. Nic nie wskazuje na to, że w pierwszy dzień nowego roku obejrzę film, który najprawdopodobniej zdeterminuje tegoroczną topkę. A jednak. Wybra...
  • oczytany facet
    Nowe tendencje w literaturze. Pokolenie Z ma swój głos - Literatura od zawsze odzwierciedlała ducha swojej epoki, a młodzi autorzy, jako część tego procesu, przyczyniają się do ewolucji…
  • maobmaze by Magdalena Zeist
    Młodość | Linn Skaber, Lisa Aisato - Dorośli mówią, że człowiek nie potrzebuje wielu przyjaciół, wystarczy jeden. Czy ktoś ma numer do tego Jednego? [image: Młodość - Linn Skaber] MłodośćAu...
  • Jelenka
    Spowiedź carycy Katarzyny II - Caryca Katarzyna II była jedną z bardziej fascynujących władczyń w historii. Niesamowita charyzma, postępowe podejście i bezkompromisowość to tylko niekt...
  • nieperfekcyjnie.pl
    "Wytrwałość dzikich kwiatów" - Micalea Smeltzer - Ostatnio zaczytuję się w literaturze pięknej poruszającej trudne tematy, którą uwielbiam. Natomiast po ostatnich dość ciężkich tygodniach zapragnęłam zab...
  • NA REGALE
    #255 "Book lovers" by Emily Henry - Powiedzieć, że uwielbiam książki Emily Henry, to jak powiedzieć nic! Autorka serwuje nam kolejną, przecudowną, ciepłą, romantyczną historię o dwojgu l...
  • Ballady bezludne
    Czytelnicze podsumowanie 2022. Najlepsze książki minionego roku - Konkret. Zawsze się rozgaduję w tych podsumowaniach, a przecież rzecz jest prosta. Chciałam w 2022 przeczytać sto książek, nie udało się, ale nie żałuję ...
  • Filologika – wyprowadzi cię z błędu!
    Grudniowe święta – jak składać życzenia? - Jak składać życzenia w Boże Narodzenie? Co roku na Instagramie pojawiają się posty tłumaczące poprawne zapisy życzeń świąteczno-noworocznych, więc miałam...
  • Obibooki Emki
    Edison i Einstein - nowe książki o myszach Torbena Kuhlmanna od wydawnictwa Tekturka (patronat) - I znów, kiedy zaczęłam fotografować książki Torbena Kuhlmanna, miałam problem z podjęciem decyzji, które ilustracje Wam pokazać. Wszystkie są piękne i je...
  • KAWA Z LITERAMI
    O Królowej! #matematyka, Dmytro Kuźmenko - Chcesz zachęcić swoje dziecko (w wieku szkolnym) do matematyki? Przełamać jego opór?Albo wręcz przeciwnie – Twoje dziecko jest tak zajarane matmą, że chces...
  • Lustro Rzeczywistości
    Skazani na ból – Agnieszka Lingas-Łoniewska. Wznowienie - *Skazani na ból to jedna z najpiękniejszych opowieści dla młodych ludzi, która po kilku latach od premiery doczekała się zasłużonego wznowienia. To nie...
  • Lost In My Books
    5 POWODÓW, DLACZEGO NIE POWINIENEŚ UZALEŻNIAĆ SIĘ OD KSIĄŻEK - [image: 5 powodów dlaczego nie powinieneś uzależniać się od książek] *Każde uzależnienie ma swoje wady, nawet jeśli jest to dobre uzależnienie. Przedstawia...
  • HERBATKA Z KSIĄŻKĄ
    TWOJA ANATOMIA. KOMPLETNY (I KOMPLETNIE OBRZYDLIWY) PRZEWODNIK PO LUDZKIM CIELE | ADAM KAY - Mam nadzieję, że mamy już wyjaśnioną bardzo ważną kwestię odnośnie mojej osoby - mam totalną i nieuleczalną sklerozę. W 2021 roku przeczytałam książkę A...
  • Agata czyta książki
    Żywioły Podkarpacia #1 – „Rzeka” - Anna Kusiak zadebiutowała w marcu 2021 roku powieścią „Cień Judasza” (w najbliższym czasie z pewnością skuszę się na jej audiobookową wersję), na początk...
  • pierwszyrozdzial.com
    Świąteczne morderstwo – Ada Moncrieff - Mówię Wam jak świetnie się z nią bawiłam! Zaczytywałam się z każdej stronie i z żywym zainteresowaniem śledziłam postępy prywatnego śledztwa w posiadłości ...
  • Zlodziejka Ksiazek
    2021 w książkach | wszystkie książki przeczytane w ubiegłym roku - Obiecałam sobie, że w 2021 roku powrócę do blogowania, ale poniosłam na tym polu sromotną porażkę. Motywowana przez moją najwierniejszą czytelniczkę w os...
  • Booklove
    Książka na Mikołajki - Co polecam w tym roku na Mikołajki. Subiektywnie i krótko. Zbigniew Rokita „Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku” (Wydawnictwo Czarne) To jest książka, którą po ...
  • To Read Or Not To Read - recenzje książek
    Książka bez emocji? - "Almond" Sohn Won-Pyung [RECENZJA] - Nigdy nie sądziłam, że spotkam się kiedyś w swoim życiu z książką, która w każdym calu będzie pozbawiona emocji, a jednak jednocześnie wywoła całą lawinę...
  • Blog o książkach
    Turbulencja – Dariusz Kulik - Jeśli zastanawiasz się, czy sięgnięcie po tę książkę rozwieje wszystkie Twoje obawy związane z lataniem samolotem to odpowiedź jest prosta: otóż…nie. Już...
  • 1905
    Czego nauczył mnie pierwszy rok pracy jako front-end developer - Ten wpis miał powstać ponad półtora roku temu, czyli dokładnie wtedy, kiedy rzeczywiście stuknął mi pierwszy rok pracy na stanowisku programistycznym. Sp...
  • Co Za Badziewny Czytacz
    Badziewne recenzje #168 Zabójcza przyjaźń - "Zabójcza przyjaźń" Alice Feeney, Wydawnictwo W.A.BJakiś czas temu czytałam książkę tej samej autorki pod tytułem „Czasami kłamię” i pamiętam, że zrobiła ...
  • Caroline Livre
    „Flying High” Bianca Iosivoni - Seria Bianki Iosivoni „Falling Fast” oraz „Flying high” w pewien sposób reprezentuje książki, których zwykle nie czytam. Tak już jakoś mam, że rzadko sięga...
  • Biblioteczka Suomi - blog kulturalny
    Cienie Nowego Orleanu - Maciej Lewandowski - Odkąd tylko pamiętam zawsze miałam słabość do mrocznych i dusznych opowieści, które podczas czytania wręcz metaforycznie oblepiają cię swoim brudem. Stan...
  • Welcome to room 6277 and please try to enjoy your stay...
    Uwolniona - Tara Westover - Tytuł: Uwolniona Autorka: Tara Westover Wydawnictwo, rok wydania: Czarna Owca, 2019 Liczba stron: 448 Cena: 44,90 zł *~~***~~* Oficjalna recenzja dla po...
  • Do utraty tchu. Uważniej
    "Wyścig po Złotego Żołędzia" | Katy Hudson - [image: Zdjęcie jest ilustracją do treści.] Kupiliśmy memo. Z Psim Patrolem. Już się cieszyłam na popołudnie przy wspólnym stole. Zepchnęłam w ciemny zak...
  • niekulturalnie.pl
    "Milion małych kawałków" - James Frey | Tak wstrząsająca, jak mówią? - Wstrząsająca, kontrowersyjna, zapierająca dech w piersi - tak czytelnicy określają książkę Jamesa Freya. Postanowiłam przekonać się, czy to prawda i czy r...
  • Miasto Książek
    „Kobieta ze szkła” Caroline Lea - Bywa, że do książki przyciąga coś irracjonalnie kuszącego. Dla mnie takim magnesem bywa daleka Północ, surowy krajobraz, zimne wyspy…
  • Gulinka patrzy
    Kristin Hannah – „Zimowy ogród” - Mam wrażenie, że Kristin Hannah dopiero przy okazji „Słowika” stała się popularna w Polsce. Sama byłam przekonana, że to jej pierwsza książka wydana u nas...
  • Maw reads
    E-BOOK: Nie odpisuj - Marcel Moss - O hejcie w Internecie mówi się coraz więcej. To dobrze, warto o nim mówić i z nim walczyć. Jak tylko w zapowiedziach pojawiła się książka Nie odpisuj, kie...
  • Oddychajaca ksiazkami
    #2 Ostatnio obejrzane - dlaczego warto zaczął "Przyjaciół"? - Myślę, że dla większości moich czytelników tego serialu nie trzeba przedstawiać. Uwielbiany na całym świecie pomimo upływu lat, śmieszy i doprowadza do ...
  • DZIEWCZYNA Z BIBLIOTEKI | Blog o literaturze
    Złota trzynastka 2019 roku - Do napisania o najlepszych książkach przeczytanych w 2019 roku zabieram się od początku grudnia. Było to zadanie szalenie trudne - w minionym roku trafił...
  • Sweeciak.pl
    Świąteczna uczta czytelnicza – zapowiedzi książek Bożonarodzeniowych w 2019 - Z roku na roku rynek powieści świątecznych rozrasta się. Już od października możemy zanurzać się w klimatyczne powieści i z niecierpliwością oczekiwać na...
  • Kochajmy książki!
    Przeprowadziłam się! Nowy, stary blog - Blogger uwierał mnie od dawna, ale przeprowadzki nie planowałam. Jeśli tu czasem wpadacie, to wiecie, jak ja bloguję. Okazyjnie, z rzadka, zrywami. Przez t...
Pokaż 5 Pokaż wszystko

Razem kulturalnie

Copyright © Panna Zabookowana. Designed by OddThemes