Nie wiem czy pod tym względem pozostajecie podobni do mnie samej, ale nawet w czasach gdy zazwyczaj stroniłam od oglądania filmów, wakacje były okresem gdy z natężoną intensywnością nadrabiałam zaległości (zresztą, teraz też zamierzam to zrobić). Z tym większym entuzjazmem zasiadłam więc dzisiaj do tworzenia kolejnego posta z cyklu filmowego zakątka. Większość z tytułów, które Wam dzisiaj przedstawiam nie są nowościami i nie obejrzycie ich już na kinowym ekranie, ale za to powinniście je znaleźć na innych źródłach. Produkcje są skrajnie różne - przez animacje po dramaty i tragikomedie, liczę więc że znajdziecie coś dla siebie.
Nie spodziewałam się, że informacja o premierze „Wszystko, co w Tobie kocham" czyli kontynuacji serii o miasteczku Hartwell wywoła we mnie tyle entuzjazmu. To prawda, pierwsze spotkanie z twórczością Samanthy Young wspominam raczej miło, ale równocześnie nie była to powieść, która w jakiś szczególny sposób by mnie zachwyciła. Widocznie jednak zauroczyła mnie atmosfera fikcyjnego miasteczka Hartwell i w momencie wzmożonego stresu, instynktownie zapragnęłam do niego powrócić. Narzekać nie zamierzam, zwłaszcza że kolejne spotkanie z historią Samanthy Young wywołało we mnie jeszcze cieplejsze uczucia.
W przygotowywaniu comiesięcznych zestawień interesujących zapowiedzi książkowych jest coś z masochizmu. Kiedy człowiek przygląda się wszystkim tym cudownym tytułom, niemal automatycznie nachodzi go ochota na ich przeczytanie i powstrzymanie się przed wrzuceniem do koszyka kilku (a niekiedy nawet kilkunastu) tytułów na raz, wymaga ogromnej samokontroli. Nie poradzę jednak nic na to, że ów czynność sprawia mi samej mnóstwo frajdy. W lipcu udało mi się ograniczyć ów listę do dziesięciu tytułów. Nie wszystkie z nich budzą we mnie równie żywe emocje, ale lektury większości z pewnością bym nie odmówiła. Jak zwykle, starałam się nie ograniczać gatunkowo, ale wśród wymienionych pozycji dominują młodzieżówki i powieści na pograniczu thrillera i kryminału. Mam nadzieję, że znajdziecie coś, co Was zainteresuje.
Nie wstydzę się tego i nie ukrywam, że znaczna większość tytułów po jakie sięgam należy do tzw. literatury rozrywkowej, ale z drugiej strony jest we mnie także coś z czytelniczego snoba. Lubię wiedzieć jakie pozycje zbierają uznanie wśród krytyków i kto zostaje laureatem prestiżowych nagród literackich. A od czasu do czasu potrzebuje sięgnąć po historię, w której istotne są nie tylko walory czysto rozrywkowe. Wiedziałam, że będę chciała zapoznać się z powieścią napisaną przez Colsona Whiteheada, nawet jeśli nie byłam przekonana czy będę ją w stanie w pełni docenić. I chociaż rzeczywiście „Kolej Podziemna. Czarna krew Ameryki” nie zachwyciła mnie tak jak niektórych czytelników, nie żałuję lektury.
Na pewno zauważyliście, że w ostatnich dniach byłam nieobecna zarówno na blogu jak i Instagramie. Chociaż sesję egzaminacyjną zakończyłam już pod koniec maja, 27 czerwca odbywała się moja obrona i sporo czasu poświęciłam na powtarzanie najważniejszych zagadnień i wypełnianiu pewnych formalności. Kiedy z kolei szczęśliwi się już obroniłam (i to na 5!), wyjechałam na krótki wypad do Pragi i nie miałam wówczas czasu ani głowy do pisania. Mam tylko nadzieję, że powrót na dawne tory nie zajmie mi dużo czasu i szybko uda mi się nadgonić wszelkie zaległości.