Mój największy problem z nałogowym serialoholizmem jest taki, że po prostu lubię mieć świadomość, że mam jakiś zapas nieoglądniętych odcinków, po które w każdej wolnej chwili mogę "sięgnąć". Kiedy więc uda mi się jakimś trafem nadgonić wszelkie zaległości, z uporem maniaka poszukuję innej, nowej produkcji, która mogłaby posłużyć jako moje "zaplecze bezpieczeństwa". Nie powiem jednak, że "Chasing life" znajdował się na mojej priorytetowej liście seriali do obejrzenia, bo tak nie było. Do pewnego momentu nie słyszałam absolutnie nic na temat owej produkcji, a i te pierwsze pozytywne opinie nieszczególnie mnie zachęciły. Jakoś nie przekonuje mnie trend, który najpierw opanował literaturę - zwłaszcza młodzieżową, a teraz, jak widać, zarzuca macki również na inne "działy kultury", czyli poruszanie problematyki śmiertelnej choroby. A jednak się skusiłam (Ktoś wie dlaczego? Because I don't) i nawet wytrwałam z zaciekawieniem przez całą połowę pierwszego sezonu. A to zdecydowanie mówi już coś na temat poziomu owej produkcji.
Horrory na jesień 2026
-
HORRORY na jesień, bo nie ma bardziej horrorowej pory roku. „Krew na
języku” Johanna Van Vern Ta gotycka wampiryczna opowieść już chwilę pojawi
się u nas w...
