Bardzo długo przyjmowałam pozycję anty-czytnikową. Mimo niewątpliwych zalet, o których trąbili wszyscy szczęśliwi posiadacze Kundelka- Kindelka, miałam klapki na oczach i uparcie obstawałam przy swoim. Rzucałam argumentami jak z rękawa - że nic nie zastąpi zapachu książki, możliwości jej "obmacania" czy nawet odstawienia na półkę po skończonej lekturze. I wciąż tak uważam, naprawdę. Ale po dwumiesięcznym użytkowaniu własnego Kundelka-Kindelka muszę również przyznać rację zwolennikom czytników. Chociaż tradycyjna forma książki nadal pozostaje moim absolutnym ulubieńcem (i póki co nic nie wskazuje na to by miało to ulec zmianie) zaczynam dostrzegać coraz więcej zalet czytnika - zwłaszcza jeśli, ktoś tak jak i ja, używa go przede wszystkim do czytania książek anglojęzycznych.
Rzadko kiedy sięgam po jakiekolwiek nowele i to nie tylko dlatego, że są one raczej ciężko dostępne w języku polskim. Po prostu, jak już kiedyś wspomniałam, ciężko jest mi się wczuć w jakąś historię, gdy nie ma ona odpowiedniej długości. Z racji tego, że nieustannie staram się jednak pozbywać wszelkich uprzedzeń, zwłaszcza tych książkowych, postanowiłam mimo wszystko zapoznać się choć z kilkoma nowelami, będącymi dodatkami do serii. Tym razem mój wybór padł na "Glitches", prequelową historię do Sagi księżycowej. I już na wstępie mogę Wam powiedzieć, że był to dobry wybór.
Cinder jest tylko 11-letnią dziewczynką - a właściwie częściowo dziewczynką a częściowo cyborgiem - kiedy przybywa do New Beijing. To właśnie tutaj poznaje swoją nową rodzinę; zyskuje przyjaciół; styka się po raz pierwszy z zarazą; i to tu buduje swe pierwsze wspomnienia. Cinder nie ma bowiem pojęcia co wydarzyło się przed jej operacją, kim tak naprawdę są jej rodzice ani kim jest ona sama.
Marissa Meyer nie pokazuje wszystkich swych umiejętności autorskich. Przy tak niedużej objętości, nie ma na to po prostu czasu. Udaje jej się jednak zawrzeć pewną obietnicę. Na tych zaledwie 32 stronach Marissa Mayer udowadnia to co chyba najważniejsze dla czytelnika - że potrafi dobrze pisać i że ma pomysł na swoją historię. Pani Meyer działa niczym zawodowy marketingowiec - zaostrza apetyt na więcej czyli na lekturę "Cinder"
To krótka i lekka nowela, przepełniona jednak ogromnym smutkiem. Przed czytaniem "Glitches" nie miałam okazji zapoznać się z "Cinder", mogę was jednak zapewnić, że historia zawarta w tej noweli nie zostaje potem powielona. Pani Meyer napomyka co prawda co stało się z opiekunem Cinder, ale nie wdaje się w szczegóły, nie wspomina też o tym jakim był on człowiekiem.
"Glitches" to jednak nie tylko historia Garana, opiekuna dziewczynki, ale przede wszystkim Cinder. Marissa Meyer dała swoim czytelnikom niepowtarzalną okazję by spotkać dziewczynkę zanim jej osoba została zepchnięta na dalszy plan przez Adri. Zobaczyć jak narodziła się jej przyjaźń z Peoni i Iko; w jaki sposób stała się osobą, którą większość z Was zna z "Sagi księżycowej". Wydaje mi się, że po lekturze "Glitches" z łatwością przyjdzie Wam zbudowanie silniejszych relacji z bohaterką i znienawidzenie Pearl czy Adri
Jeśli nie jesteście pewni czy "Saga księżycowa" to lektura dla Was, "Glitches" może Wam pomóc rozwiać wszelkie wątpliwości (albo też zakorzenić je w Waszym umyśle na stałe, w co jednak wątpię). Jeśli natomiast zapoznaliście się już z "Cinder", nie powinniście skreślać tego tytułu. może nie wnosi on kluczowych informacji, ale za to może odsłonić kolejny element historii ukochanych bohaterów i pomóc zżyć się z bohaterami jeszcze bardziej. Bez względu na okoliczności, serdecznie polecam Wam lekturę "Glitches"
WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia MIEJSCE I DATA WYDANIA: Warszawa 2011
Człowiek jest istotą,
która do pełni szczęścia potrzebuje drugiej istoty. Odrzucając
na moment uprzedzenia odnośnie obnoszenia się z własnymi
słabościami – nie ma takiej osoby, która dobrowolnie wybrałaby
dla siebie samotność. Bo tylko mając obok siebie drugą osobę
można w pełni doświadczyć życia. Tylko szczęście dzielone z
bliskim niesie naprawdę radość i tylko mając kogoś u swego boku
możemy poradzić sobie z cierpieniem. Uświadamiamy to sobie jednak
dopiero w chwili,w której zostajemy naprawdę sami.
Życie Rebeki Wolf nigdy
nie było takie jak życie jej rówieśniczek. Dziewczyna wychowywana
jest przez swoją matkę – lesbijkę i jej partnerkę, podczas gdy
jej biologiczny ojciec przebywa w Ameryce wraz ze swoją obecną
rodziną – żoną i małą córeczką. Nastolatka wydaje się być
jednak pogodzona z takim stanem rzeczy, zwłaszcza, że posiada
wspaniały kontakt zarówno z obojgiem rodziców jak i Patrizią. W
każdej sytuacji może również polegać na swoich przyjaciół –
Suze i Sebastiana, nawet jeśli ten drugi wyraźnie żywi wobec
nastolatki gorętsze uczucie.
Coś burzy jednak spokój
i szczęście Rebeki. Kiedy pewnej nocy dziewczyna budzi się wyrwana
z koszmaru, nie podejrzewa jak wielki wpływ owa chwila może mieć
na jej życie. Ale to właśnie wówczas po raz pierwszy widzi
tajemniczego chłopaka, wpatrującego się w jej okno. I nie byłoby
w tym nic niezwykłego czy podejrzanego gdyby nie fakt, że w trakcie
kolejnych dni ten sam nieznajomy przewija się przez jej życie
jeszcze kilkakrotnie, Rebeka nie wie kim jest chłopak i nie rozumie
dlaczego jego tajemniczość zamiast ją przerażać wzbudza jej
fascynację. Lekceważąc przyjaciół i okłamując matkę,
dziewczyna gotowa jest na wiele by odkryć tożsamość chłopaka.
Nazwisko Isabel Abedi
przypisane do gatunku paranormal romans wprowadziło mnie w stan
konsternacji. Niemiecka autorka stanowiła jedną z moich ulubionych
pisarek w późniejszych latach podstawówki i początkach gimnazjum,
ale powieści, w których wówczas się zaczytywałam nie były
przedstawicielem owego gatunku. Zarówno „Whisper. Nawiedzony
dom” a już „Isolę”
bez cienia wątpliwości,
sklasyfikowałabym raczej jako młodzieżowy thriller. Autorka dobrze
sprawdzała się na takowym gruncie i jakoś niechętnie dopuszczałam
do siebie myśl, że tym razem dała się ponieść modzie na
pseudo-wampiryczno-wilkołaczo-anielskie historie. Postanowiłam
jednak nie skreślac tej pozycji z góry i dać jej szansę.
Zaczyna
się dosyć standardowo. Autorka przedstawia nam całkiem zwyczajną
nastolatkę, którą otacza nieliczne, ale oddane grono przyjaciół.
Nie jest ona ani porażająco piękna, ani szpetna, pozostaje raczej
w cieniu innych osób. Jej sytuacja rodzinna odbiega od normalności
– choć przyznać muszę, że akurat ten wątek jest pewną
świeżością; ale pozostaje przy tym osobą szczęśliwą. Później
pojawia się drugi główny bohater – owiany tajemnicą i pewnym
nastrojem grozy, budzący raczej negatywne odczucia wśród znajomych
bohaterki i raczej niezdecydowany jeżeli chodzi o własne uczucia
względem niej. Początek nie zaskakuje niczym nowym i gdyby nie to,
że z reguły się nie poddaję prawdopodobnie skreśliłabym tę
powieść wsadzając ją do jednego garnka ze Zmierzchopodobnymi
historiami. Kiedy jednak przebrniemy przez owy początek, Isabel
Abedi może zachwycić nas zarówno swoim pomysłem jak i
wykonaniem!
Sama
powieść podzielona jest na trzy części. Pierwsza stanowi swojego
rodzaju wstęp. Opisuje codzienne życie Rebeki, daje nam możliwość
poznania głównej bohaterki, a także przedstawia początki uczucia
między bohaterami. Jest to ta część, w którym zostają powielone
wyżej wymienione przeze mnie schematy i która – choć jedynie
początkowo – nieco nuży. Druga różni się znacznie formą.
Podczas gdy pierwsza część to opowieść z punktu widzenia Rebeki,
druga zawiera maile, listy i wszelakiego rodzaju wiadomości, które
przyjaciele i bliscy kierują do głównej bohaterki. Trzecia po raz
kolejny wraca do narracji z punktu widzenia Rebeki i stanowi
zdecydowanie najlepszy fragment powieści. Zwykła, młodzieńcza
miłość zostaje tutaj nobilitowana do miara wielkiej, niekończącej
się miłości.
Isabel
Abedi posługuje się przyjemnym w odbiorze, plastycznym i efektownym
językiem. Jest to jednak styl typowej powieści dla młodzieży,
toteż nie należy oczekiwać mnogości metafor czy skomplikowanych
epitetów. Z niekłamaną ulgą przyjęłam fakt, że autorka wciąż
w ten sam sposób między wersami skrywa mnóstwo emocji i jak
potrafi niemal do końca trzymać swoich czytelników w niepewności,
skrywając przed nimi fragmenty tajemnic, istotne dla całości
lektury. Jestem wdzięczna losowi, iż otrzymałam tę powieść w
formie ebooka. Dzięki temu nie przyglądałam się wystarczająco
długo okładce. Ja naprawdę rozumiem, że oprawa graficzna powinna
nawiązywać do zawartości lektury, ale nie zdradzać jej
fundamentalne elementy!
„Lucian” to
wzruszająca historia o miłości nieznającej granic. Isabel Abedi
po raz kolejny mnie zachwyciła, mimo iż wstęp zdecydowanie nie
zapowiadał, że moje wrażenia będą aż tak pozytywne. Nie
zawiodła mnie zarówno na polu kreacji bohaterów, języka jak i
samej fabuły! Szkoda, że tak rzadko możemy się teraz spotkać z
równie dobrym, jednotomowym (!) romansem paranormalnym, który
dodatkowo posiada nadzwyczaj oryginalne i piękne zakończenie.
Jeżeli nie mieliście okazji czytać „Luciana”,
powinniście to nadrobić!
„Są w życiu rzeczy, o które trzeba walczyć, ponieważ czas, jaki na nie zostaje, niekiedy jest krótszy, niż sądzimy.”
Ocena: 8/10
Za lekturę dziękuję portalowi Woblink
TYTUŁ: Czarna bezgwiezdna noc TYTUŁ ORYGINAŁU: Full dark, no stars AUTOR: Stephen King
WYDAWNICTWO: Albatros
W każdym człowieku ukrywa się morderca, pierwotny pierwiastek, który wywołuje w ludziach potrzebę zabijania. Z odrobiną dobrej woli i samozaparcia może nigdy nie ujrzeć światła dziennego i na zawsze pozostać w ukryciu. Może, ale nie musi. Wystarczy jedno nieodpowiednie słowo, wydarzenie, a nawet drobny, niepozorny gest, który obudzi skrywanego dotąd skrupulatnie mordercę...
Wilfred Lealnd James nigdy nie rozumiał do końca swojej małżonki. W przeciwieństwie do niej, wcale nie potrzebował do szczęścia pieniędzy czy zbędnych dostatków, wystarczyło mu bowiem to co ma czyli niewielka farma z przylegającymi do niej terenami uprawnymi. I właśnie owy niewielki majątek staje się przyczyną jego sporu z Arlette, wprawiając tym samym w ruch makabryczną spiralę morderstwa i szaleństwa.
Tess Jean jest znaną choć nie do końca usatysfakcjonowaną swoją pracą autorką serii kryminałów. Jej życie obraca się wokół procesu tworzenia kolejnych powieści i spotkań z czytelnikami, coś brutalnie zakłóca jednak codzienność kobiety. Podczas drogi powrotnej z jednego ze spotkań Tess spotyka nieznajomego, tajemniczego mężczyznę, ofiarującego jej pomoc, której w rzeczywistości nigdy nie zamierzał jednak udzielić. Zgwałcona i porzucona cudem uchodzi z życiem. Mimo szczerych chęci, nie potrafi jednak powrócić już do swojej dawnej rzeczywistości. Tess obmyśla plan zemsty, stając tym samym twarzą w twarz z osobą, której nigdy nie znała choć przez całe życie znajdowała się wewnątrz niej same.
Harry Streeter zawsze miał w życiu pod górkę, teraz czara goryczy została już jednak przelana. Rak doszczętnie niszczy organizm mężczyzny i wkrótce ostatecznie zakończy jego żywot. W trakcie jednej z przejażdżek, Harry otrzymuje jednak od życia szansę. Tajemniczy mężczyzna w zamian za drobną opłatę i wyjawienie osoby, której szczerze nienawidzi obiecuje się zwrócić Harryemu zdrowie. Zawarty z diabłem pakt przynosi nawet więcej korzyści, cena również wydaje się być jednak wyższa od zaproponowanej.
Darcy wiedzie szczęśliwe, ustabilizowane i bezpieczne życie u boku męża i dorastających dzieci. Podczas nieobecności mężczyzny odkrywa jednak, że jego wizerunek nie jest tak nieskazitelny jak podejrzewała. Ukochany mąż i troskliwy ojciec okazuje się być sadystą i seryjnym mordercą. Darcy nie potrafi żyć z ową prawdą, wie jednak, że nie może zgłosić sprawy na policję - skrzywdziłoby to nie tylko mężczyznę, ale również ją samą i dwójkę ich dzieci. A na to Darcy nie może pozwolić.
Czy jest ktoś kto nie zna jeszcze nazwiska mistrza grozy jakim niewątpliwie jest pan Stephan King? Cóż, do niedawna sama zaliczałam się do owej grupy "wybrańców". Nazwisko pana Kingo przewijało mi się co prawda wielokrotnie przed oczami, ale ja pozostawałam obojętna na wszelkie znaki na niebie i ziemi, które zachęcały mnie do lektury. W końcu jednak uległam. I choć "Czarna, bezgwiezdna noc" może wydawać się raczej nietrafioną pozycją na pierwsze spotkanie z amerykańskim autorem - ludzie! toż to zbiór opowiadań jest! - Pan King skutecznie mnie zauroczył, o ile to odpowiednie słowo, swoją prozą.
Tak jak już wspomniałam, "Czarna bezgwiezdna noc" to zbiór czterech opowiadań, a właściwie minipowieści, których wspólnym motywem jest szeroko rozumowane pojęcie morderstwa. Historie przedstawione przez Kinga nie są długie i dlatego wątek popełnianych zbrodni stanowi kluczową rolę każdej z nich. Za ich pomocą autor przedstawia znaną już zapewne większości teorię jakoby w każdym człowieku krył się obcy zdolny do popełniania zbrodni. I robi to niezwykle umiejętnie! W trakcie lektury King daje nam możliwość wniknięcia do umysłu człowieka, w którym "czarna strona charakteru" bierze górę nad jego poczynaniami. Ukazuje powolne zmiany w jego zachowaniu i toku myślenia. Portrety psychologiczne, które tworzy są dzięki temu przejmujące i aż nazbyt rzeczywiste.
Autor troszczy się przy tym o zachowanie odpowiedniej atmosfery. Od pierwszej do ostatniej strony towarzyszy nam aura tajemniczości, grozy i szaleństwa. Nie małą zasługę przy tworzeniu owej atmosfery odgrywa styl autora. King zdecydowanie stawia na dialogi i dramatyczne, przeprawiające o szybsze bicie serca opisy, które w rzeczywistym świecie nie jednego człowieka człowieka doprowadziłyby do utraty przytomności.
Jak to zwykle bywa w zbiorach opowiadań, nie wszystkie historie napisane są na równym poziomie. Jedne chwytają czytelnika za serce, inne - niekoniecznie. Stephanowi Kingowi się to jednak udało. Na szczególną uwagę zasługuje jednak opowieść"Dobry interes". Jest to zdecydowanie najoryginalniejsze opowiadanie, w którą autor umiejętnie wplata wątek fantastyczny. Przedstawia również zaskakującą, ale jakże prawdziwą teorię - nie tylko czyny, ale i słowa mogą z nas uczynić morderców.
"Czarna bezgwiezdna noc" to zbiór czterech minipowieści przedstawiających wszystkich ludzi jako osoby zdolne do popełnienia nawet najokropniejszych zbrodni. Stephen King zaskakuje i przeraża, a to za sprawą doskonale stworzonej atmosfery, a to ciekawie skonstruowanych portretów psychologicznych bohaterów. Autor umiejętnie buduje napięcie, rozkłada również akcję w ten sposób, że mimo krótkiej formy wypowiedzi, czytelnik po skończeniu lektury nie doświadcza niedosytu. Czy Stephen King przekonała mnie do siebie swoją twórczością? Absolutnie. I dlatego nie wyobrażam sobie bym w przyszłości nie sięgnęła po inne jego dzieła.
„Życie jest fair. Wszyscy trzęsiemy się w brzuchu przez dziewięć miesięcy, a potem kości zostają rzucone. Niektórym wypadają dwie szóstki, innym, niestety dwie jedynki. Tak właśnie dzieje się na świecie.”
Ocena: 8/10
Za lekturę dziękuję portalowi Woblink
Tradycyjnie przypominam Wam również o trwającym do końca sierpnia konkursie.
TYTUŁ: Poczekajka AUTOR: Katarzyna Michalak
WYDAWNICTWO: Albatros
Słowo magia przywodzi na myśl wiele skojarzeń. Czarownice latające na miotłach, ze swymi nieodłącznymi towarzyszami jakimi są czarne koty; zaklęcia posiadające moc zmieniania ludzi; mikstury, który potrafią nienawiść przemienić w miłość... Żadne z nich nie nawiązują jednak do świata, który znamy na co dzień. Wiara, że magia ingeruje w nasz los i przeznaczenie odchodzi wraz z wejściem w dorosłe życie. Co jednak jeśli nie mamy racji? Co jeśli magia naprawdę istnieje ukryta gdzieś między codziennością? Co jeśli wszyscy się mylimy, a ludzie powszechnie uważani za nieco obłąkanych mają rację? Magia istnieje. Choć niekoniecznie pod taką formą jak to sobie wyobrażamy.
Patryca Marynowska to dwudziestosiedmioletnia absolwentka weterynarii, przekładająca miłość i marzenia ponad wszelkie inne wartości. Nic więc dziwnego, że kiedy podczas jednego ze zjazdów czarownic, doświadcza wizji własnej przyszłości u boku przystojnego księcia z bajki, postanawia porzucić wszystko i pomóc nieco przeznaczeniu. Patrycja zamierza odnaleźć tajemnicze miejsce i tam zaczekać na Amrego. I nic nie może ją do tego zniechęcić - ani sceptyczne nastawienie przyjaciółki, ani nawet początkowe niepowodzenia.
W końcu jednak poszukiwania odnoszą oczekiwany rezultat. Patrycja zamieszkuje w Poczekajce - starym, rozpadającym się domku, należącym niegdyś do miejscowej czarownicy i zamierza tam pozostać do czasu, aż na horyzoncie nie pojawi się tajemniczy Amre. Wyjazd z Warszawy pozytywnie wpływa na samopoczucie kobiety. Uwolnienie się spod skrzydeł matki, która nieustannie kontrolowała jej życie, a także znalezienie wymarzonej pracy, sprawia, że Patrycja nareszcie jest w pełni szczęśliwa. Zwłaszcza, że na horyzoncie pojawia się długo wyczekiwany książę z bajki - a nawet dwóch. Żaden z nich nie jest jednak w zupełności szczery. Skrywane przez mężczyzn sekrety mogą zniszczyć rodzące się właśnie uczucia. Czasami nawet magia bywa bezsilna...
Wspomniałam już kiedyś, że w mojej głowie niejednokrotnie rodziła się chęć zapoznania z twórczością pani Katarzyny Michalak. Na pierwszy ogień poszła lektura "Gry o Ferrin" i choć przypadła mi ona do gustu nie mogłam wciąż jednoznacznie określić mojego stosunku do polskiej autorki, zwłaszcza, że pozycja ta znacznie odbiega od pozostałych powieści autorki. "Poczekajka" wydawała się jednak idealnym lekarstwem na to by dać koniec mej niepewności, równocześnie doskonale wpasowywała się w kanon lekkich, letnich i odprężających czytadeł. Jak więc mogłam nie skorzystać z okazji i nie zasiąść do lektury?
"Poczekajka" rzeczywiście znacznie różni się od "Gry o Ferrin" choć obie pozycje posiadają jednocześnie pewne wspólne elementy. Mimo iż skłamałabym nazywając "Poczekajkę" literaturą fantastyczną, magia odgrywa w niej spore znaczenie. To ona jest siłą napędzającą główną bohaterkę. To ona sprawia, że nagle, Patrycja zmienia całe swe dotychczasowe życie i wreszcie to ona decyduje o tym, że niektóre zdarzenia przybierają taki a nie inny obrót. Owa magia nie pozbawia jednak całej historii autentyczności. Co to, to nie. Po prostu dodaje nieco tajemniczości i bajkowości.
Oprócz magii w "Poczekajce" stykamy się z różnorodną paletą uczuć. Przede wszystkim miłość.O, tego zdecydowanie w powieści pani Michalak nie brakuje! Miłość, która nie zawsze słucha się rozumu i
która pozostaje ślepa i głucha na znaki wokół
, a co za tym idzie niejednokrotnie dokonuje błędnych wyborów. Co jeszcze? Nienawiść, dla niej też znalazło się miejsce. A należy dodać, że jest to tego rodzaju nienawiść, która popycha do okropnych czynów, których później, z czasem, niezmiernie żałujemy. No i gdzieś po drodze zgubiła się też przyjaźń. Może nie do końca taka piękna jak nie którzy ją przedstawiają, bo mimo wszystko i na niej nie brakuje skaz zdrady czy niedomówień, ale za to szczera i trwała, a to chyba najważniejsze, czyż nie?
Główną bohaterką można opisać wieloma epitetami, ale wśród nich trudno znaleźć ten, który pierwszy nasuwa się nam do głowy. Patrycja z pewnością nie jest bowiem zwyczajna. Mimo raczej dojrzałego wieku, pozwala by decyzję podejmowały za nią emocje, co wiąże się z tym, że jest raczej osobą impulsywną, która najpierw coś robi, a dopiero potem analizuje swoje czyny. Jak chyba każdy wielbiciel zwierząt, jest niezwykle wrażliwa na ludzką (i nie tylko ludzką!, a może zwłaszcza nie na nią) krzywdę. Kiedy obierze sobie jakiś cel, nie spocznie póki nie osiągnie. Tak - upór to zdecydowanie ta cecha, której nie można tutaj pominąć! Wszystko to składa się na skomplikowany, a dzięki temu autentyczny charakter głównej bohaterki, która "da się polubić".
Sam styl pani Michalak jest lekki, plastyczny i wolny od górnolotnych słów. Jak poprzednio, nie sposób doszukać się tutaj rozbudowanych opisów. Jeżeli te się w ogóle pojawiają,to albo tyczą się relacji rozgrywających się zdarzeń, albo emocji bohaterów. Narracja poprowadzona została z punktu widzenia narratora trzecioosobowego, najczęściej poznajemy jednak historię z perspektywy Patrycji, choć nie powiem - książątka również zostają dopuszczeni do głosu. Ciekawym zabiegiem było również zamieszczenie w powieści fragmentów listów, które Analea kieruje do Amrego.
"Poczekajka" to lekka, nieco baśniowa historia o poszukiwaniu własnego księcia z bajki, w której palce maczają nie tylko nienawiść i chęć zemsty, ale również magia. Pani Michalak ujęła mnie swoim lekkim, barwnym i niezwykle plastycznym stylem, który sprawił, że nawet nie spostrzegłam, kiedy lektura dobieg la końca. Bohaterowie wykreowani przez polską pisarkę są autentyczni i budzą w czytelnikach sympatię co również należy uznać za istotna zaletę. Ponad to pani Michalak umiejętnie przeplata ze sobą emocje, sprawiając, że mimo braku nagłych zwrotów akcji czy mrożących krew w żyłach tajemnic, trudno oderwać się od lektury. "Poczekajka" zdecydowanie jest pozycją, którą można polecić każdemu - temu młodszemu i nieco starszemu także - kto pragnie zażyć nieco wytchnienia nad lekką, ale zajmującą historią
„Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczuć. I nie bądź cyniczna wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań, ona jest wieczna jak trawa."
Ocena: 8/10
Poczekajka:
Poczekajka | Zachcianek |Zmyślona
Za lekturę serdecznie dziękuję portalowi Woblink
Po raz kolejny zapraszam Was również na konkurs, którego szczegóły znajdziecie tutaj.
TYTUŁ: Stażystka. Mój romans z prezydentem Kennedym i jego skutki TYTUŁ ORYGINAŁU: Once Upon a Secret: My Affair with President John F. Kennedy and Its Aftermath AUTOR: Mimi Alford
WYDAWNICTWO: Znak
Mimi, a właściwie Marion Alford to amerykańska kobieta -żona, matka i babcia, a także czynna działaczka na rzecz kościoła. W 2011 roku zadebiutowała jako pisarka, wydając powieść "Once Upon a Secret: My Affair with President John F. Kennedy and Its Aftermath". Jest to autobiograficzna historia, w której Mimi ujawnia skrywany przez 50 lat sekret o swoim romansie z byłym prezydentem Johnem F. Kennedym.
Każdy z nas skrywa przed światem jakąś tajemnicę. Potrzeba posiadania jakiegoś osobistego sekretu wydaje się niemal leżeć w ludzkiej naturze. Czasami jest to jakaś pozornie nieistotna informacja, niekiedy zatarte przez czas wspomnienie... Wbrew pozorom stosunkowo rzadko wyjawienie owej tajemnicy wiążę z nagłą zmianą naszego życia. Zdarzają się jednak i takie przypadki, w których wydostanie się na światło dzienne prawdy wywraca świat do góry nogami i wyznacza nowy, całkiem odmienny okres naszego życia...
Patrząc na życie Mimi z boku, doprawdy trudno dopatrzyć się w nim czegoś niezwykłego. Mimi jest bowiem całkiem zwyczajną, bogatą w wiek i doświadczenie kobietą, która spełniła się już jako matka i teraz aktywnie działa na rzecz kościoła. A przynajmniej tak jest do chwili, w której na światło dzienne wychodzi skrywany dotąd starannie sekret. Nagle życiem Mimi zaczynają się interesować gazety, telewizja i "przyjaciele", którzy dotąd nie utrzymywali z nią kontaktu. Jedni potępiają jej zachowanie, inni wydają się być zafascynowani wydarzeniami jakie rozegrały się w życiu kobiety. Nikt nie wydaje się być jednak zainteresowany prawdziwą relacją zdarzeń.
Jako młoda dziewczyna, Mimi doświadczyła niewątpliwego zaszczytu. Za sprawę nie do końca zrozumiałych nawet dla samej zainteresowanej koneksji, panna Beardsley zostaje stażystką w Białym domu. Wymarzona wakacyjna praca to jednak dopiero początek zaskakujących wydarzeń. Mimi zwraca na siebie uwagę prezydenta. Zaaranżowane przez osoby trzecie spotkania stają się początkiem kilkunastomiesięcznego romansu, który zakończy dopiero tragiczna śmierć Kennedyego.
Raczej unikam lektury powieści autobiograficznych czy też biograficznych. Być może błędnie, kojarzą mi się ze zbyt długimi, bogatymi w zupełnie nieinteresujące fragmenty książkami, w których w miarę interesujący fragment zajmuje mniej niż jedną trzecią całej zawartości. Skłamałabym również twierdząc, iż do sięgnięcia po "Stażystkę" zachęciła mnie postać Johna F. Kennedyego. Pan ten jest dla mnie osobą prawie zupełnie nieznaną. Moje wiedza kończy się na tym jakie stanowisko zajmował i jak zginął. Przepraszam, o uszy obiła mi się również kiedyś informacje o serialu tyczącym się owej postaci, w której jedna z głównych ról przypadła w udziale Katie Holmes. Na tym jednak moja wiedza już naprawdę się kończy i prawdę mówiąc nigdy nie czułam potrzeby by ją poszerzać. "Stażystka" wpadła w moje ręce przez absolutny przypadek i właściwie niewiele brakowało, a w ogóle nie zorientowałabym się, iż posiadam ową pozycję w mojej skromnej "kolekcji" ebooków.
Skoro jednak już odnalazłam owy tytuł postanowiłam zmierzyć się z ową pozycją. Dobra, przyznaję początkowo dałam się wciągnąć w akcję. Mimo wszystko jestem tylko człowiekiem, a nakreślona na wstępie sytuacja sprawiła, że z zapartym tchem oczekiwałam momentu spotkania Mimi i prezydenta. Dobra, przyznaję, może nie tylko na początku. Może później też pozwoliłam się uwieść gawędziarskiemu tonowi Mimi i może nawet żałowałam, kiedy dobrnęłam do ostatniej strony. Wydaje mi się jednak, że moje zainteresowanie i zaangażowanie lekturą nie wypływało z zainteresowania samą fabułą, ale godnym pochwały stylem autorki. Akcja powieści nie pędzi bowiem z zawrotną szybkością do czego jestem przyzwyczajona. Brakło mi jakieś kulminacyjnych, zapierających dech w piersi momentów. Akcja posuwa się wolno, autorka skupia bowiem więcej uwagi na motywach własnego postępowania i emocjach które jej towarzyszyły niż na opisie realnych wydarzeń.
Styl autorki zrekompensował mi jednak w zupełności owe niedociągnięcia. Jest lekki, ale niezwykle barwny i plastyczny. Mimi Alford w moim odczuciu idealnie sprawdziła się jako narratorka. Autorka posiada bowiem ową rzadką umiejętność mówienia o sprawach trywialnych, mało istotnych i najzwyczajniej w świecie nudnych w taki sposób by zaciekawić i zauroczyć czytelnika. Mimi cały czas utrzymywała kontakt z potencjalnym odbiorcą tak, że w pewnym momencie lektura mogła zacząć nabierać prywatnej rozmowy między pisarką a czytelnikiem.
Chociaż Mimi przekonała mnie do siebie jako narratorka, mam mieszane odczucia względem jej osoby w charakterze potajemnej kochanki prezydenta. Jej nieustanne tłumaczenia, wykręty, a także pewna niepewność własnych uczuć względem Johna F. Kennedyego niestety nie wzbudziły mojej sympatii. Cóż, być może jestem osobą zbyt konserwatywną i zbyt staromodną, ale jej zachowanie budziło mój sprzeciw i oburzenie. I nie przekonuje mnie nawet trafne spostrzeżenie, że w tamtych czasach kobieta nie miała wiele do powiedzenia. Owszem, współczuję Mimi - młodej, niedoświadczonej, niewinnej dziewczynie będącej pod silnym wpływem prezydenta, ale nie zmienia to faktu, że jej nie rozumiem.
Autorka niezwykle sugestywnie opisuje ówczesną rzeczywistość i panujące w niej zasady. Przede wszystkim jednak rolę mężczyzn i kobiet (zwłaszcza, gdy jest się jednostką posiadającą wielką władzę). W owym świecie nie istnieje pojęcie poprawności politycznej, ani molestowania. Kobieta, nawet ta z wykształceniem, a może zwłaszcza ona, znajduje się pod wpływem mężczyzny. Jest zupełnie zmanipulowaną marionetką w jego rękach.
"Stażystka" to historia o romansie, który wzbudził zainteresowanie całego społeczeństwa. Romansie bez miłości, a może nawet i bez zauroczenia, który opierał się jedynie na zaspokojeniu fizycznych potrzeb jednej ze stron. Jej atutem o dziwo nie jest jednak z pewnością ani fabuła, ani kreacja postaci, ale przedstawienie panujących w owych czasach realiów oraz niezwykle umiejętnie poprowadzona narracja. I choćby po to by się o tym przekonać, warto sięgnąć po ową lekturę
"Księgarnia przy plaży" - Susan Mallery
-
*Miłość nie jest ani lekiem, ani rozwiązaniem. Miłość może sprawić, że ktoś
zapragnie być lepszą wersją siebie, ale nie zmieni jego podstawowych
przek...
Cykl: Córka maga # 2: Lato pełne tajemnic
-
[image: Cykl: Córka maga # 2: Lato pełne tajemnic]
[image: Lato pełne tajemnic]
Czytaj dalej Cykl: Córka maga # 2: Lato pełne tajemnic at unSerious.
Gołoborze - Maciej Siembieda
-
„Grabińska zemsta nie miała początku ani końca.”
„Gołoborze” szturmem podbiło serca czytelników jesienią 2025 roku. Autorem
książki jest Maciej Siembi...
Grzegorz Dziedzic, Ostatni koniec świata [Agora]
-
[image: Grzegorz Dziedzic, Ostatni koniec świata [Agora]]
*Grzegorz Dziedzic zdobył moje uznanie jako autor osadzonych w Chicago
kryminałów retro. Jedn...
Krótkie podsumowanie lipca
-
Miałam niedawno taką myśl, że w dorosłości lipiec jest trochę jak każdy
inny miesiąc. O wakacjach przypominam sobie, gdy w autobusach miejskich
jest zn...
Podsumowanie lipca
-
*~Witajcie kochani!*
*Zapraszam na czytelnicze podsumowanie lipca ♥*
*Brianna Bourne "Zaczekam na ciebie w snach"*
(352 strony)
*Moja ocena...
TARA MENON „POD WODĄ”
-
Literatura obyczajowa i powieści psychologiczne po pojęcie traumy sięgają
nader chętnie, jednak Tara Menon postanowiła podejść do tematu od
nietypowej stro...
Jak zrobić bransoletkę ze sznurka regulowaną
-
Charakterystyka bransoletki regulowanej ze sznurka Regulowana bransoletka
na sznurku działa inaczej niż biżuteria z metalowym zapięciem. Nie ma
karabińcz...
"THEO Z GOLDEN" - ALLEN LEVI
-
To niepodważalnie jedna z tych urzekających opowieści, które śmiało można
nazwać unikalnym zjawiskiem literackim. Powieść nasycona ludzkim dobrem i
emocj...
Tell me with kisses - Mercedes Ron
-
* TELL ME WITH KISSES - MERCEDES RON*
*Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Harde*
Znacie twórczość Mercedes Ron?
Ja znam serię "Tell me...". W ubiegły...
Prezenty na Dzień Dziecka 2026 – same hity
-
Prezenty na Dzień Dziecka 2026 – co wybrać, by sprawić radość i trafić w
gusta najmłodszych? Dzień Dziecka zbliża się wielkimi krokami, a Ty nadal
zastan...
Marcin Mortka – 20:32
-
A jeśli apokalipsa nie zacznie się w Londynie, Nowym Jorku, Los Angeles ani
w Szanghaju? Jeśli jej scenerią będzie mała miejscowość pod Poznaniem? A
tymi...
Sarah Freethy, Figurki z Dachau (2025)
-
Figurki z Dachau to jedna z powieści, która trafi do TOP najlepszych
książek tego roku. Czy ostatnio powtarzam często. Tak! Ale co zrobić, gdy
trafia się...
Przegląd Kobiecego Kina #21: filmy wojenne
-
W najnowszym odcinku Przeglądu Kobiecego Kina, czyli cyklu, w którym
opowiadam o filmach kręconych przez kobiety, biorę na warsztat temat, który
na pierw...
Święta z Wytrzeszczem, czyli „Przesilenie zimowe”
-
1 stycznia. Nic nie wskazuje na to, że w pierwszy dzień nowego roku obejrzę
film, który najprawdopodobniej zdeterminuje tegoroczną topkę. A jednak.
Wybra...
Młodość | Linn Skaber, Lisa Aisato
-
Dorośli mówią, że człowiek nie potrzebuje wielu przyjaciół, wystarczy
jeden. Czy ktoś ma numer do tego Jednego?
[image: Młodość - Linn Skaber]
MłodośćAu...
Spowiedź carycy Katarzyny II
-
Caryca Katarzyna II była jedną z bardziej fascynujących władczyń w
historii. Niesamowita charyzma, postępowe podejście i bezkompromisowość to
tylko niekt...
"Wytrwałość dzikich kwiatów" - Micalea Smeltzer
-
Ostatnio zaczytuję się w literaturze pięknej poruszającej trudne tematy,
którą uwielbiam. Natomiast po ostatnich dość ciężkich tygodniach
zapragnęłam zab...
#255 "Book lovers" by Emily Henry
-
Powiedzieć, że uwielbiam książki Emily Henry, to jak powiedzieć nic!
Autorka serwuje nam kolejną, przecudowną, ciepłą, romantyczną historię o
dwojgu l...
Grudniowe święta – jak składać życzenia?
-
Jak składać życzenia w Boże Narodzenie? Co roku na Instagramie pojawiają
się posty tłumaczące poprawne zapisy życzeń świąteczno-noworocznych, więc
miałam...
O Królowej! #matematyka, Dmytro Kuźmenko
-
Chcesz zachęcić swoje dziecko (w wieku szkolnym) do matematyki? Przełamać
jego opór?Albo wręcz przeciwnie – Twoje dziecko jest tak zajarane matmą, że
chces...
Żywioły Podkarpacia #1 – „Rzeka”
-
Anna Kusiak zadebiutowała w marcu 2021 roku powieścią „Cień Judasza” (w
najbliższym czasie z pewnością skuszę się na jej audiobookową wersję), na
początk...
Świąteczne morderstwo – Ada Moncrieff
-
Mówię Wam jak świetnie się z nią bawiłam! Zaczytywałam się z każdej stronie
i z żywym zainteresowaniem śledziłam postępy prywatnego śledztwa w
posiadłości ...
Książka na Mikołajki
-
Co polecam w tym roku na Mikołajki. Subiektywnie i krótko. Zbigniew Rokita
„Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku” (Wydawnictwo Czarne) To jest książka,
którą po ...
Turbulencja – Dariusz Kulik
-
Jeśli zastanawiasz się, czy sięgnięcie po tę książkę rozwieje wszystkie
Twoje obawy związane z lataniem samolotem to odpowiedź jest prosta:
otóż…nie. Już...
Badziewne recenzje #168 Zabójcza przyjaźń
-
"Zabójcza przyjaźń" Alice Feeney, Wydawnictwo W.A.BJakiś czas temu czytałam
książkę tej samej autorki pod tytułem „Czasami kłamię” i pamiętam, że
zrobiła ...
„Flying High” Bianca Iosivoni
-
Seria Bianki Iosivoni „Falling Fast” oraz „Flying high” w pewien sposób
reprezentuje książki, których zwykle nie czytam. Tak już jakoś mam, że
rzadko sięga...
Cienie Nowego Orleanu - Maciej Lewandowski
-
Odkąd tylko pamiętam zawsze miałam słabość do mrocznych i dusznych
opowieści, które podczas czytania wręcz metaforycznie oblepiają cię swoim
brudem. Stan...
"Wyścig po Złotego Żołędzia" | Katy Hudson
-
[image: Zdjęcie jest ilustracją do treści.]
Kupiliśmy memo. Z Psim Patrolem. Już się cieszyłam na popołudnie przy
wspólnym stole. Zepchnęłam w ciemny zak...
„Kobieta ze szkła” Caroline Lea
-
Bywa, że do książki przyciąga coś irracjonalnie kuszącego. Dla mnie takim
magnesem bywa daleka Północ, surowy krajobraz, zimne wyspy…
Kristin Hannah – „Zimowy ogród”
-
Mam wrażenie, że Kristin Hannah dopiero przy okazji „Słowika” stała się
popularna w Polsce. Sama byłam przekonana, że to jej pierwsza książka
wydana u nas...
E-BOOK: Nie odpisuj - Marcel Moss
-
O hejcie w Internecie mówi się coraz więcej. To dobrze, warto o nim mówić i
z nim walczyć. Jak tylko w zapowiedziach pojawiła się książka Nie odpisuj,
kie...
Złota trzynastka 2019 roku
-
Do napisania o najlepszych książkach przeczytanych w 2019 roku zabieram się
od początku grudnia. Było to zadanie szalenie trudne - w minionym roku
trafił...
Przeprowadziłam się! Nowy, stary blog
-
Blogger uwierał mnie od dawna, ale przeprowadzki nie planowałam. Jeśli tu
czasem wpadacie, to wiecie, jak ja bloguję. Okazyjnie, z rzadka, zrywami.
Przez t...